Jarocin Festiwal 2021

Powrót na właściwe tory. Jarocin Festiwal 2021 – relacja z wydarzenia.

Magda Żmudzińska, Ania Grabowska

Wraz z Festiwalem w Jarocinie powróciła muzyka, powróciło życie i nadzieja – że rzeczywiście „jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. Chyba nic innego od początku pandemii nie wywołało w nas tak mocno, takiego właśnie poczucia.

To było wspaniałe święto muzyki, ale był to także wspaniały festiwal pasji, zaangażowania, wsparcia, miłości i życzliwości. Festiwal dobrych ludzi, bo tylko takich miałyśmy szczęście spotkać. I mowa tu zarówno o uczestnikach imprezy, artystach, organizatorach, jak i zwykłych mieszkańcach Jarocina. O naszych nieocenionych kompanach podróży, choć akurat o nich wiedziałyśmy, że lepszych nie możemy sobie wymarzyć. O wspaniałych kolegach i koleżankach „po fachu”, z którymi miałyśmy okazję się spotkać – Pan Kaseciarz, Ewelina Marek, Kasetowy Diler – jesteście najlepsi! O całej masie przypadkowych ludzi, z którymi miałyśmy okazję dzielić stoliki w strefie gastronomicznej, koce na trawie czy parasole w czasie totalnej ulewy. O spotkanych starych i poznanych nowych znajomych. Oraz o całej, wielopokoleniowej publiczności, która wytworzyła niesamowitą energię na boisku przy Maratońskiej. Choć od zakończenia Festiwalu minął już tydzień, emocje nadal nas trzymają i pewnie jeszcze długo trzymać będą.

Festiwal w Jarocinie od początku był kolebką wolności, niezależności, swobody, różnorodności i przy tym jedności – przejawiającej się zarówno w hołdowaniu określonym wartościom, jak i przeciwstawianiu się określonym postawom. I wspaniałe jest to, że to się nie zmieniło. Podczas niemalże każdego z występów usłyszeć się dało wybijające się z tłumu głosy niezadowolenia czy sprzeciwu wobec zaprowadzanych przez rządzących porządków, a może właściwiej byłoby nazwać – wobec narastającego chaosu… Kilku z wykonawców także dało wyraz rozczarowania i irytacji bieżącą sytuacją. Wszystkie te formy manifestu jednak miały charakter całkowicie pokojowy. Niewątpliwie w najlepszym z możliwych miejsc stojący na świeczniku zostali wzięci pod lupę.

„Jarocin” powstał na fundamentach odbywających się od 1970 roku Wielkopolskich Rytmów Młodych. W latach 70. był jeszcze imprezą regionalną, w latach 80. natomiast stał się już wydarzeniem ogólnokrajowym, na które ściągały rzesze młodych ludzi z najodleglejszych zakątków Polski. Wtedy też zaczęła rodzić się jego legenda, żywa po dziś dzień. Festiwal w Jarocinie jest bez wątpienia jednym z najważniejszych i najbardziej kultowych w historii polskiej muzyki. Od powrotu w 2005 roku, po dekadzie nieobecności na muzycznej mapie Polski, ulegał pewnym transformacjom, na których zdaje się, że więcej tracił, niż zyskiwał, czego potwierdzeniem może być rekordowo niska frekwencja podczas ostatniej edycji w 2019 roku. Wiele osób pytało nas w trakcie imprezy: „A byłyście poprzednio?” i słysząc w odpowiedzi, że nie, wszyscy zgodnie mówili: „I bardzo dobrze”. Równie zgodnie wszyscy przyznawali, że tegoroczna edycja jest po prostu wspaniała, pochwalnym peanom nie było końca. Być może wymuszona pandemią przerwa pomogła przeanalizować organizatorom pewne rzeczy i w efekcie przełożyła się na zmianę strategii? Nie ma tego złego, mówią… Zobaczymy, co przyniesie przyszły rok, ale mamy ogromną nadzieję, że obecny kurs zostanie utrzymany.

Tegoroczna edycja, skupiająca wyłącznie rodzimych artystów, była idealną kombinacją tego, co legendarne, z tym, co nowe/współczesne. Były powroty do korzeni, sentymenty, kilka jubileuszy i była tzw. świeża krew. A wszystko wspaniale się ze sobą miksowało. 40-lecie grupy SS-20/Dezerter, 30-lecie albumu „Legenda” Armii, 20-lecie grupy Happysad, niezaanonsowane uprzednio, a dopiero ze sceny, 20-lecie grupy Strachy na Lachy, 40-lecie jarocińskiego debiutu legendy polskiego heavy metalu TSA, pierwszy od niemal 4 lat i jedyny w tym roku koncert zespołu Hey czy pierwszy od 6 lat koncert Edyty Bartosiewicz doskonale przeplatały się z występami Krzysztofa Zalewskiego, Darii Zawiałow, Sorry Boys, Kwiatu Jabłoni, Much, Gutka, Luxtorpedy, Nocnego Kochanka, Izzy And The Black Trees, The Analogs, Jadu, Wczasów, Róży, Moriah Woods, Terrific Sunday, Decapitated, Pull The Wire, Hyperhemon, Decadent Fun Clubu, Masturbatora, Swiernalisa czy… Brudnych Dzieci Sida w osobie „Patyczaka”.

Trudno byłoby wskazać najlepszy koncert Festiwalu. Wszystkie występy mocno zapisały się w naszej pamięci i każdy z nich z chęcią przeżyłybyśmy jeszcze raz. Wyjątkowe emocje z pewnością wzbudził SS-20/Dezerter. Niezwykle poruszający był także Hey oraz wzruszająca – i wyraźnie sama wzruszona – Edyta Bartosiewicz. Wymieniać można bez końca. Każdy z artystów zasługuje tu na wyróżnienie.

Na szczególną uwagę naszym zdaniem zasługuje jeszcze jednak Dziwna Wiosna, która ze względu na kompletne zalanie sceny, nie mogła dokończyć występu, a szkoda, bo zapowiadało się wybornie. Mamy nadzieję, że panowie dokończą koncert za rok. I to na scenie głównej. Zdecydowanie na to zasługują.

Przy okazji musimy nadmienić, że miałyśmy na miejscu przyjemność przeprowadzić z Dziwną Wiosną wywiad. Udało nam się również porozmawiać z Izzy And The Black Trees, występującą w finale Jarocińskich Rytmów Młodych Heimą oraz Kubą Kawalcem i Łukaszem „Panem Latawcem” Ceglińskim z zespołu Happysad. Wszystkim artystom bardzo dziękujemy za poświęcony nam czas, dobrą energię i niezwykle miłe przyjęcie.

Zapisy tych rozmów wkrótce ukażą się na łamach naszej strony. Zachęcamy do śledzenia, zapewniamy, że warto i meldujemy, że za rok z pewnością ponownie do Jarocina zawitamy. Do zobaczenia!

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
DRAMAT. nie taki dramatyczny (recenzja)