SBM Ffestival vol. 5, fot.: K. Górska
SBM Ffestival vol. 5, fot.: K. Górska

#ZNOWU RAZEM. SBM FFESTIVAL VOL. 5 RELACJA Z HIP-HOPOWEJ IMPREZY ROKU.

Pisanie relacji z takich wydarzeń jak SBM FFestival powinno być zabronione, a nawet karalne – nie da się przekazać w słowach pełni emocji, ekspresji i wrażeń, które towarzyszyły  tej imprezie. W dodatku były tak spotęgowane za względu na zawrotną ilość uczestników, że żadna kartka, ani inny nośnik treści by tego nie udźwignął. Myślę, że nawet osoba, która nie jest fanem hip-hopowych brzmień, już z samej pozycji obserwatora mogłaby stwierdzić, że wydarzyło się tu coś szczególnego. 

Może zabrzmi to jak banał, ale w całym tym zamieszaniu chodziło o dwie rzeczy: muzykę i spotkanie. SBM FFestival można górnolotnie określić jako święto rapu, wielki, zbiorowy koncert artystów spod szyldu SBM Label oraz gości. Jest to prawda, jednak to, co najpierw przychodzi mi na myśl, w kontekście tego wydarzenia, to spotkanie. Nie takie zwykłe, przypadkowe, ale spotkanie, którego się wyczekuje, które ekscytuje.  Spotkanie, które jest zderzeniem dwóch światów, choć utrzymujących bezustanny kontakt, to jednak mających sposobność zobaczenia się tylko podczas koncertów na żywo. A te – jak wiemy – pandemia bardzo ograniczyła. Może właśnie dlatego piąta edycja festiwalu (pierwsza pod gołym niebem!) była kumulacją tak wielu pozytywnych bodźców.

fot.: K. Górska

Pandemia pandemią, ale warto podkreślić, że nawet w tych niesprzyjających kulturze warunkach fani SBM nie zostali odsunięci na bok. Przeciwnie, byli nad wyraz zaopiekowani. Myślę, że to jedyna polska wytwórnia muzyczna, która wchodzi w tak pogłębione interakcje ze słuchaczami. To jest właśnie fenomen SBM i jeden z filarów ich sukcesu. Fani czują się dostrzeżeni i angażowani w piękne inicjatywy, których ze strony tego labelu nie brakuje. Czemu więc się dziwić, że docenieni w ten sposób sympatycy tłumnie przychodzą posłuchać ulubionych artystów i spotkać ludzi o podobnym guście muzycznym? Kolejny raz sprawdza się powiedzenie: ile dajesz, tyle otrzymasz – z nawiązką.

Przepełniony tor wyścigów konnych Służewiec w połączeniu z gęstą atmosferą muzycznych wrażeń mogły przyprawić o zawrót głowy – i tak było. Przede wszystkim dawało się odczuć, że jest się w odpowiednim miejscu i czasie – to warunki, w których człowiek chciałby tkwić bez przerwy, a udaje mu się tylko od święta. Na przykład święta muzyki, jak to tutaj.

Przed koncertami uczestnicy mogli skorzystać z wielu propozycji kreatywnego spędzenia czasu. Można było zerknąć do studia NOBOCOTO, SBM Girls (grupa tylko dla kobiet, utworzona przez dziewczyny współtworzące i kojarzone z szyldem SBM, zorientowana na damską stronę hip-hopu, oferująca przestrzeń bez hejtu, zazdrości, zawiści. Odczarowuje stereotyp roli kobiet w rapie, która miałaby się ograniczać do bycia panienką z klipu) miały okazję do poznania się osobiście i dzielenia się swoimi pasjami. Odbyło się też spotkanie, podczas którego można było się dowiedzieć ,,Jak jest w Hotelu Maffija?”. Dla zainteresowanych identyfikacją wizualną zorganizowano festiwalowy punkt SBM Esthetic. Hulała też strefa gamingowa, Strefa Jelenia, Red Bull, gastronomiczna i punkt DKMS, gdzie można było zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku (wielki plus, za ten pomysł i za całą inicjatywę SBM x DKMS – Sekcja Ratowania Życia). To zaangażowanie wytwórni w sprawy społecznie ważne jest niesamowite. Dla mnie bardzo znaczącym działaniem było też utrwalanie przez artystów pamięci o Powstańcach w 77. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, ale to już na marginesie, drogą pozafestiwalowej dygresji.

Jeśli chodzi o sam element artystyczny, było bezsprzecznie dobrze. Bardzo dobrze! I to od pierwszego utworu, pierwszych chwil, gdy oczy wszystkich zwróciły się ku scenie. Pierwszego dnia wystąpili Moli (super repertuar, słucha się z namysłem) , Kacperczyk (ten styl, te numery …fantastyczne! W moim przypadku przemawia jeszcze patriotyzm lokalny związany z Lublinem, więc werdykt jest oczywisty – big love), Beteo (klimatycznie, poszłabym na koncert ponownie, bez wahania), gość: Malik Montana x GM2L  (haters gonna hate, lovers gonna love), Jan – Rapowanie (w przypadku tego artysty jedno jest niezmienne – chcesz czy nie chcesz, poruszy w Tobie struny wrażliwości i zachęci do refleksji. Ważna informacja: podczas tego występu Janek podpisał na scenie kontrakt z SBM Label!) oraz ojcowie – założyciele labelu, Solar i Białas (to pierwszy moment, kiedy mam tyle do napisania, że nie sposób wyrazić tego w kilku zdaniach. Uwielbiam twórczość obu, zarówno utwory bardzo osobiste, poruszające kwestie społeczne, jak i te z przymrużeniem oka. Było pięknie.). Bardzo miłą niespodzianką był koncert Quebonafide (wysoki poziom występów, kreatywność i przemyślana koncepcja to emblematy tego rapera) który wraz ze swoim hypemanem Krzysztofem przejęli scenę przed Matą ze składem Gombao 33. Ogień to za mało powiedziane, na to czekali wszyscy).

fot.: K. Górska

Dodatkowo, w tym roku były zorganizowane aż dwie sceny, których line up’y zgrabnie przeplatały się ze sobą. W czwartek Scena Jelenia oferowała występy Kary, bastaboiz i ADM, a w piątek zagościł na niej Lubin, Lui.Gi oraz Wiatr.

Drugi i ostatni dzień SBM FFestivalu vol. 5 należał do Fukaja (piękny kontakt z publicznością, wkręciłam się totalnie), Adiego Nowaka Z Edytą Cymer (co tam się wydarzyło z tym pasem od spodni?! Było ekstra.), Janusza Walczuka (który roz*ebał i otrzymał na scenie złotą płytę za singiel Janusz Walczuk!) i B24, gościa – Kukona (petarda), White’a 2115, Bedoesa i reszty grupy 2115 (bardzo emocjonalny występ, poruszanie osobistych spraw, dzielenie się doświadczeniem i przemyśleniami – myślę, że to dzięki budowaniu takiej intymnej więzi z fanami każdy kolejny utwór był jeszcze bardziej nastrojowy od poprzedniego). Z ogromnym poruszeniem odebrano też występ nie widzianego na scenie od lat Eisa. Ostatnim koncertem na scenie głównej było show Hotelu Maffija (widać, że łączy ich coś więcej… 😉). Wszystko zostało zwieńczone afterem, podczas którego zdecydowanie można było nadrobić zaległości towarzyskie ostatnich miesięcy. Tutaj królowali Janigunz, Szczepan, Tycjana i Felipe.

Podczas koncertów zapraszano fanów na scenę, dzielono się też nieopublikowanymi wcześniej utworami. Myślę, że marzenia kilku osób ziściły się w trakcie tych festiwalowych szaleństw. W nawiązaniu do akcji Hot16Challenge 2, Solar zaprezentował karetkę kupioną z części środków, zebranych w ramach tej akcji na walkę z koronawirusem. Wymienione sytuacje to szereg sygnałów, że stosunki na linii SBM Label – słuchacze, są naprawdę zażyłe, a artyści na przekór powszechnym praktykom budują mosty, zamiast stawiać mur. Ze sceny padło nawet sformułowanie (o ile się nie mylę, z ust Białasa): Nie będę grał, dopóki moim ludziom chce się pić i dzielił się z fanami wodą, której brakowało, a która w rozgrzanym tłumie była jak zbawienie. Robili to również inni raperzy oraz załoga odpowiedzialna za organizację festiwalu. Dlatego hasło #znowurazem to nie był slogan bez pokrycia, a mantra wykrzykiwana przy każdej możliwej okazji. Naprzemiennie z innym, głośnym ostatnimi czasy hasłem. 😉

Ci, którzy uczestniczyli w tym wydarzeniu z pewnością nie mają wątpliwości, czy było warto. Jak można przekonać wszystkich tych, którzy nie zdecydowali się na uczestnictwo w tegorocznym SBM FFestivalu? Choć wierzę w moc słowa, wiem, że co wpadnie w oko, to zostanie w sercu, więc patrzcie, żałujcie i wbijajcie za rok!

Info do artystów, organizatorów, uczestników – tak naprawdę wszyscyście roz*ebali ( i w sumie w tym jednym zdaniu zamykają się całe moje kilkustronicowe wywody) – chapeau bas. 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
Julia Mika, "Kiksy" - okładka płyty.
Niezłe „Kiksy” (recenzja)