Izzy and the Black Trees, fot.: Jacek Mojta
Izzy and the Black Trees, fot.: Jacek Mojta

Izzy and the Black Trees: „Chcemy nawrócić ludzi na muzykę gitarową” (wywiad)

Ania Grabowska, Magda Żmudzińska

„Izzy and the Black Trees to połączenie zadziornej americany, brudnych punkowych gitar i charyzmatycznego głosu wokalistki. Żywioł na scenie, spokój i cytrynówka w garderobie. W brzmieniu zespołu zauważalna jest surowa energia, która przywołuje skojarzenia z Yeah Yeah Yeahs, Pixies, Patti Smith Band lub Savages.” I&TBT wskoczyli na scenę z jednej strony jakby wprost z klubu CBGB i lat 70., z drugiej strony równie dobrze mogli teleportować się tu z grunge’owo–gitarowych lat 90. I w zasadzie to zupełnie nieistotne czy grupa pojawiła się na naszym rynku za sprawą jakiegoś magicznego wehikułu czasu, czy za sprawą zwykłego samolotu, który sprowadził z powrotem do kraju przebywającą przez kilka lat w Londynie Izzy. Grunt, że tu są. I że – mamy nadzieję – zostaną tu z nami na wiele, wiele lat. In guitars we trust.

Magda: W 2019 roku debiutowaliście na Jarocińskiej Scenie Młodych, dziś graliście już na scenie głównej. Jak wspominacie tamten koncert, w tym kultowym, legendarnym miejscu, a jakie emocje towarzyszyły Wam dzisiaj podczas występu?

Izzy: Myślę, że to są mimo wszystko różne emocje. Wtedy byliśmy 2 lata młodsi i chyba jako zespół byliśmy rzeczywiście jeszcze takimi wykluwającymi się pisklakami. Po tych 2 latach czujemy, że już tymi pisklakami nie jesteśmy, na pewno bardziej wiemy, o co nam w życiu chodzi. Czuliśmy się dziś znacznie pewniej na scenie. Oczywiście mieliśmy to poczucie, że nie startujemy już w konkursie, bo konkurs to zawsze jest taka okoliczność, w której trzeba coś udowodnić, nawet nie tyle przed zgromadzonymi, ile też sobie, w głowie. Dziś po prostu mieliśmy te 30 minut dla siebie i publiczności, która się zjawiła. A było jej trochę więcej niż te 2 lata temu.

Ania: Czy publiczność też się zmieniła przez te 2 lata?

Mariusz: My wtedy graliśmy o 15 i była naprawdę garstka ludzi pod sceną, nie było strefy namiotowej. I było mniej punków.

Ania: Ich w ogóle chyba z roku na rok jest coraz mniej. Właśnie dziś rozmawiałyśmy o tym, że fajnie byłoby cofnąć się w czasie i wybrać na jeden z pierwszych Jarocinów, w latach 80., albo chociaż w 1991 roku.

Izzy: Często sobie o tym też myślę w kwestii naszej muzyki, bo jednak nasza muza gdzieś tam nawiązuje do lat 90. Ale to też nie jest tak, że my chcemy być w tych latach 90., bo jesteśmy tutaj i teraz. Chcemy nawrócić ludzi na muzykę gitarową, która zawsze będzie sięgać korzeniami do Doorsów i wcześniej, ale jednocześnie chcemy też powiedzieć, że są zespoły, które również dziś grają taką muzykę, żyją we współczesnym świecie i które chcą mówić o współczesnych rzeczach.

Magda: Jak Was poznałam, miałam takie skojarzenie, że nawet nie tyle przypominacie mi lata 90., ile w ogóle 70. – z jednej strony jakbyście wyskoczyli ze sceny klubu CBGB, współdzielonej z początkującymi wówczas zespołami Blondie, Televison, Talking Heads itd. Z drugiej jednak strony nie da się jednoznacznie sklasyfikować Waszego brzmienia – nie gracie takiego typowego punk rocka, ani no-wave’owego post punka, bardziej mieszacie różne style i gatunki. Oprócz tych sięgających lat 70. odniesień możemy usłyszeć u Was także echa psychodelii czy grunge’u, na Waszej pierwszej płycie z kolei możemy doszukać się również i bluesowych korzeni. Czy któryś z tych gatunków jest Wam najbliższy? Z którymś z nich najbardziej się identyfikujecie?

Mariusz: Utrudniamy życie krytykom muzycznym. (śmiech)

Magda: Utrudniacie, zdecydowanie. (śmiech) Ale macie też bardzo charakterystyczny styl, koncepcyjnie jesteście trochę jak Radiohead – każdy album jest inny, poszczególne kawałki również różnią się stylistyką, a jednak to wszystko jest spójne, to wszystko brzmi tak, że jak ich słyszysz, to wiesz, że to oni, z nikim ich nie pomylisz. I z Wami jest dokładnie tak samo.

Izzy: W zespole jest Mateusz – perkusista, Łukasz – basista, Mariusz na gitarze, no i ja. I każdy z nas ma przeróżne inspiracje, Mateusz słucha dużo muzyki z lat 60.─70. – Doorsów, Led Zeppelin, ale też dużo współczesnych rzeczy. I to wszystko się miesza.

Mariusz: Ostatnio słuchamy też więcej punka.

Izzy: Tak, ja w ostatnich latach, po 30, zaczęłam słuchać dużo punkowej i gitarowej muzyki brytyjskiej, nie tylko z lat 60.─90., ale też współczesnej. Zespoły Shame, Fontaines DC, Idles – ta energia, która jest obecna w ich graniu, strasznie mnie pociąga.

Ania: Izzy, w ogóle w Londynie spędziłaś parę lat, szlifowałaś tam swój warsztat. Wiemy, że mocno śledzisz brytyjski rynek. Jakie widzisz różnice pomiędzy tamtejszą sceną songwriterską a naszą? Czy masz takie poczucie, że w zestawieniu z mocno rozbudowanym wyspiarskim songwritingiem, nasz dopiero raczkuje? Ale też, że mimo wszystko, coraz bardziej się rozwija, poszerza, że coraz więcej ludzi sięga po tę muzykę?

Izzy: Chyba trudno określić, w stosunku do Polski, co ta scena songwriterska w ogóle w sobie zawiera. Typowy songwriter w UK to jedna osoba z gitarą, śpiewająca swoje własne, zazwyczaj smutne piosenki, a w Polsce scena songwriterska kiedyś kojarzyła się bardziej z bardami. Teraz to się zmieniło. To niekoniecznie jest już ten człowiek z gitarą, teraz to jest bardziej muzyka autorska, nawet całe zespoły mieszające style, czasem songwriting oznacza tu wręcz muzykę elektroniczną. Ale jest paru świetnych i takich bardziej „klasycznych” songwriterów, jak np. Agata Karczewska czy Moriah Woods. One mają swój zespół i ludzi, z którymi grają, ale ich sylwetka jest główną osobą, która przynajmniej w 90% tworzy materiał. My, jako grupa, jesteśmy już też bardziej tą sceną zespołową niż songwriterską. O ile na początku nasze utwory powstawały z moich tekstów i moich szkiców, to teraz jest to już kolektywna robota wszystkich. We are in a band.

Magda: Pojawiacie się już w polskich stacjach radiowych, natomiast znacznie wcześniej zaczęliście się pojawiać w zagranicznych rozgłośniach – w USA, Wielkiej Brytanii, Australii. Jak Wam się wydaje – z czego to wynika, że najpierw usłyszeć Was można było za granicą, a dopiero teraz przebijacie się na naszym rodzimym rynku?

Izzy: To chyba dlatego, że jeszcze nasz poprzedni basista – Wrzos – miał kontakty, zwłaszcza w Australii. I to on wysyłał tam te nasze pierwsze piosenki, które jakoś się przebiły. Czasami jest tak, paradoksalnie, że łatwej dotrzeć do niezależnych stacji za granicą niż do stacji w Polsce.

Mariusz: Z drugiej strony BBC np. bardzo promuje muzykę gitarową, a u nas w dalszym ciągu, w radiu, ta muzyka gitarowa jest chyba jeszcze w mniejszości.

Izzy: W Australii jest teraz bardzo dużo muzyki rockowej, te gitarowe zespoły są tam na topie. W Polsce są różne trendy, może ta muzyka gitarowa trochę wraca, ale nie jest dominująca. W Australii przebić się więc było w miarę łatwo, tu musimy powalczyć.

Ania: Na świecie muzyka gitarowa przeżywa renesans, to na pewno, u nas myślę, że też, ale rzeczywiście w stosunku do przykładowo Australii czy UK jesteśmy w tyle. U nas wciąż jeszcze elektronika i hip-hop mają ogromną siłę.

Mariusz: Na studiach właśnie słuchałem strasznie dużo elektroniki, ale znudziło mi się.

Izzy: To nie jest też tak, że nie słuchamy elektroniki, bo ja kiedyś też np. chodziłam nawet na imprezy house’owe, słuchałam i nadal wracam do różnych trip-hopowych grup. Myślę, że to może chodzi o odczucia też – muzyka gitarowa wyzwala zupełnie inne emocje, wrażenia, niż nawet tzw. elektroniczny pop.

Mariusz: Ja nawet chodząc na koncerty muzyki elektronicznej, miałem wrażenie, że ta muzyka, bądź co bądź puszczana z komputera, często jest powtarzalna.

Izzy: Trochę upraszczamy, ale często tak bywa.

Ania: Widać to też trochę po niezbyt rozbudowanych, versus grupy rockowe, składach zespołów elektronicznych.

Izzy: Czasami to nawet wynika z takich prostych, przyziemnych spraw, typu: jest zespół 2-osobowy, jedna z nich śpiewa/rapuje, druga robi bity. Takiemu zespołowi łatwiej ogarnąć wszystko – sprawy logistyczne, studyjne. Przychody z koncertów też dzieli się na 2 osoby, a nie na 4 czy 5. Wiele jest takich rzeczy, które idą pod górkę wieloosobowym zespołom i chyba trzeba zdać sobie z tego odpowiednio wcześnie sprawę – nie mieć oczekiwań, że ten sukces i pieniądze przyjdą tak szybko i po prostu cierpliwie robić swoje.

Magda: Nagraliście jakiś czas temu singiel „Station” z Kev Foxem w ramach projektu „Estrada Studio. Duety.” Po premierze singla w wielu artykułach spotkałam się z taka opinią, że dzięki temu projektowi powstał taki duet, który w normalnych warunkach nie miałby szans się wydarzyć, bo jesteście ze zbyt odległych światów… A mnie się właśnie wydaje, że to totalnie do Was pasuje, że lubicie eksperymentować i że jeszcze niejedną kooperacją nas zaskoczycie. Pytanie – czy dobrze mi intuicja podpowiada? Jakie jest Wasze podejście do takich nieoczywistych połączeń? Macie  w planach takie nietypowe featy w najbliższej przyszłości?

Izzy: To rzeczywiście jest prawda, że ten projekt nas połączył, choć to było też tak, że Kev słuchał wcześniej naszej muzyki i sam stwierdził, że chciałby z nami coś nagrać. Może ta brytyjskość, to wyczucie takiej muzy, takiego grania, sprawiło, że przyszła do niego taka myśl. Rzeczywiście, chyba normalnie byśmy z Kevem się nie spotkali, więc cieszę się, że to się udało, fajnie to wyszło. I Kev też powiedział, że jego ciągnie do takiego mocniejszego grania, indie-rockowego. Może w tej współpracy ta jego część osobowości znalazła swoje ujście. A jeśli chodzi o łączenie i eksperymenty, to teraz nagrywamy nowy materiał, myśleliśmy, że to będzie epka, ale raczej wyjdzie z tego normalna płyta i marzyłoby mi się nagrać tu coś z jakimś fajnym saksofonistą, jak np. Mikołaj Trzaska. Mariusz, a Ty masz jakieś osoby, z którymi bardzo chciałbyś coś nagrać? Oczywiście oprócz Kim Gordon i Iggy’ego Popa.

Mariusz: Sam nie wiem, chyba na ten moment nie mam wymarzonych konkretnych osób, to dość spontanicznie przychodzi.

Magda: Cały czas liczymy na to, że zagracie support przed koncertem Iggy’ego, może na tym zaległym Off Festivalu. Bardzo Wam tego życzymy. A póki co chciałabym jeszcze zapytać, czy możecie powiedzieć coś więcej o nowej płycie?

Izzy: Na razie to niestety jeszcze tajemnica. Plan się precyzuje i jak się sprecyzuje, pewnie pod koniec roku, to wtedy zdradzimy pierwsze szczegóły.

Ania: A jakie macie koncertowe plany na najbliższy czas? Czy coś wiadomo a propos Waszego występu na festiwalu w Liverpoolu?

Izzy: Koncertujemy właściwie całe lato, ale tylko w Polsce. Festiwal w Liverpoolu odbędzie się normalnie, w październiku, ale cały czas nie wiadomo, czy zespoły spoza UK zostaną wpuszczone.

Magda: Trochę koncertów też już zagraliście, zarówno w kraju, jak i w Europie. Czy któryś z nich szczególnie zapadł Wam w pamięć? A może któraś z publiczności szczególnie Was zaskoczyła, ujęła?

Izzy: Najmilej wspominam pierwszy koncert na festiwalu Fląder Fest w 2019 roku, w knajpie Gruba Ryba. Była tam konkretna burza, wszystkich zmiotło, ale my zagraliśmy koncert, który był w połowie nagłośniony, w połowie nie. Byli na nim ludzie, którzy stali tam z nami twarzą w twarz i była tam wspaniała energia. Niesamowity koncert, który równie dobrze mógł się w ogóle nie odbyć. Malutka scena, knajpka nad morzem, klimat nie do opisania.

Magda: Dużo się wydarzyło u Was w ciągu ostatnich 3 lat. Gdybyście mieli wybrać 3 rzeczy, które doprowadziły Was do tego punktu, w którym jesteście dzisiaj, to co by to było?

Izzy: Myślę, że pierwszą taka rzeczą była zmiana składu 2 lata temu. Zaczął z nami grać Mateusz i Łukasz i sądzę, że to miało bardzo duży wpływ na to, jak brzmimy, jakie kawałki teraz robimy, na to, że dojrzeliśmy.

Mariusz: Uporczywość w dążeniu do celu, to chyba ta druga rzecz.

Izzy: Tak, rzeczywiście, nieoglądanie się na różne rzeczy, tylko konsekwentne poruszanie się naprzód. No i mam wrażenie, że o dziwo ta pandemia też nam dużo dała. Bez tego nie nagralibyśmy „Station” z Kevem, nie zagralibyśmy na Spring Breaku online, który bardzo fajnie też wyszedł, nie pojawilibyśmy się pewnie na Festiwalu Inne Brzmienia.

Ania: W styczniu zostaliście wybrani Polską Nadzieją w plebiscycie magazynu Teraz Rock – „Teraz Najlepsi”. Spodziewaliście się takiego wyróżnienia? Jak je odebraliście?

Izzy: Było to dla nas duże zaskoczenie, bo Teraz Rock generalnie recenzuje dużo młodych, debiutujących rockowych zespołów i zazwyczaj są to dobre recenzje, więc nie spodziewaliśmy się, że taki tytuł akurat na nas spadnie. Nie wiem czemu na nas postawili? Może stwierdzili, że Mariusz dobrze wygląda? (śmiech)

Magda: (śmiech) To jeszcze pytanie z gwiazdką – wiemy kim jest Izzy, a kim są Black Trees?

Izzy: Mariusz to jedno czarne drzewo, jak widać – od stóp do głów, Łukasz drugie, Mateusz trzecie. Wszyscy cali na czarno. (śmiech)

Ania: I drugie pytanie z gwiazdką – czy macie swoją ulubioną Stronę B?

Izzy: Chyba strona B w albumie „OK Computer” Radiohead.

Magda: Piękny album! A u Ciebie Mariusz?

Mariusz:  The Murder Capital – „When I Have Fears”. U Mateusza (perkusisty) jest to natomiast Jeff Buckley z albumu „Grace”, a u Łukasza Red Scalp – „Lost Ghosts”.

Ania: Wspaniały zestaw. Dziękujemy Wam bardzo za rozmowę, czekamy na płytę, a w międzyczasie do zobaczenia na kolejnych koncertach.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
fot.: Kumar
Marta Zawadzka: „Uwielbiam współpracować z pasjonatami, bez względu na to, z jakiej są dziedziny” (wywiad)