Postman, Fot.: Andriy Boyar
Postman, Fot.: Andriy Boyar

Postman: „Jestem teraz nie tyle muzykiem, ile dyplomatą” (wywiad)

Magda Żmudzińska, Ania Grabowska

Postman jest przedstawicielem fali nowej ukraińskiej muzyki, umiejętnie przenoszącym obserwacje codziennego życia do tekstów swoich piosenek. Jego wrażliwość na relacje międzyludzkie ma szczególne znaczenie zwłaszcza teraz – w obliczu rozgrywającego się dramatu wojny w kraju pochodzenia artysty. Aktualnie mieszkający w Polsce Kostiantyn Pochtar we współpracy z Agencją Koncertową Borówka Music zorganizowali kilkudziesięcio-przystankową trasę koncertową po polskich miejscowościach. Artysta wyruszył w nią z gitarą i z poczuciem osobistej misji do spełnienia: „Cały świat widzi, co robi Ukraina, a moim celem jest po prostu opowiedzenie o tym i zachęcanie ludzi do takiej walki wspólnej, wielowymiarowej. My naprawdę walczymy o przyszłość Europy.” W naszej rozmowie ani przez moment nikt nie zwątpił, że Ukraina zwycięży.

Magda: Wyruszyliście teraz z Bartkiem w szczególną i niesamowitą trasę koncertową. Jak zaczęła się twoja przygoda z agencją Borówka Music?

Z Borówką po raz pierwszy spotkaliśmy się w 2015 roku w Krakowie. Z zespołem 5 Vymir, z którym wtedy grałem, zostaliśmy zaproszeni na festiwal muzyki ukraińskiej organizowany przez Bartka w klubie Żaczek. Kontakt nawiązaliśmy przez naszego wspólnego znajomego Sashę Boole, który w tamtym czasie współpracował już z Borówka Music i który nas polecił. Na początku 2021 roku przeprowadziłem się do Wrocławia i trafiłem na posta Bartka, który poszukiwał mieszkania do organizacji kolejnego koncertu w czasie pandemii. Zaoferowałem swoje i w styczniu zagrała u mnie Kathia. Po tym wydarzeniu Bartek zapytał mnie, czy nie mam ochoty dać kilku takich koncertów domowych. Zgodziłem się, mimo że niemalże od roku miałem przerwę od grania. W tamtym momencie wiodłem już zorganizowane życie i tak mentalnie pożegnałem się w jakimś sensie z muzyką. Zacząłem nagrywać swoją ostatnią płytę tylko dlatego, żeby spiąć tę całą historię klamrą, zamknąć ten rozdział. Po propozycji Bartka pojechaliśmy na początek dać trzy domowe koncerty, w następnym tygodniu wpadły kolejne cztery, potem jeszcze dziesięć i wszystko się rozkręciło w ciągu jednego roku.

Ania: Czyli można powiedzieć, że Bartek wskrzesił w tobie chęć powrotu na scenę?

W pewnym sensie tak. Pojawił się w takim momencie mojego życia, kiedy ja nie miałem kompletnie siły zajmować się jakąkolwiek organizacją. Kiedy jest się artystą niezależnym, to oprócz samej muzyki, trzeba panować nad wieloma innymi rzeczami, dzieli się czas na bycie własnym managerem, marketingowcem, specjalistą w wielu wymiarach i na wszystkich płaszczyznach. Przez lata sam sobie organizowałem koncerty, cały czas byłem w kontakcie z promotorami i przyznaję, że ten aspekt był dla mnie najbardziej męczący. W wyniku pandemii wiele osób, z którymi dotychczas współpracowałem, przestało po prostu działać, a ja nie wiedziałem, co dalej. Nie straciłem chęci do grania muzyki, ale straciłem chęć do tego wszystkiego, co było wokół tego. Bartek pojawił się w dobrym czasie i wziął na siebie te rzeczy, na które ja nie miałem już siły.

Magda: Powiedziałeś, że twoja ostatnio wydana płyta miała być twoją ostatnią płytą w ogóle. Rozumiem, że przy takim obrocie spraw, ostatecznie nie wykluczasz nagrania kolejnego krążka?

(śmiech) Nie wiem. Na ten moment to jest moja ostatnia płyta, bo nie jestem w trakcie tworzenia żadnej innej. Biorę jednak pod uwagę, że być może w przyszłości powstaną kolejne. Nie wiem tylko, czy to będzie płyta Postmana, czy może jakiegoś innego projektu, w który się zaangażuję. W obecnej sytuacji brzmi to dla mnie jednak abstrakcyjnie.

Ania: To jest w pełni zrozumiałe. Jakiś czas temu w jednym z wywiadów powiedziałeś, że w polskiej publiczności najbardziej podoba ci się to, że jest cicha i skupiona podczas koncertów, że szanuje tę ciszę szczególnie ważną dla ciebie z pozycji muzyka występującego na scenie tylko z gitarą. Jakie są twoje spostrzeżenia co do publiczności w innych krajach, w których miałeś okazję również koncertować?

Wydaje mi się, że chociaż jesteśmy wszędzie podobni, to każdy kraj ma jednak swoją specyfikę. Wszyscy zachowujemy się w różny sposób i lubimy różne rzeczy. Jestem świadomy tego, że trafiłem w dobre miejsca i na publiczność, która wie, jak powinna się zachowywać na koncertach. Grałem już w wielu różnych krajach. Są takie miejsca, gdzie ludzie po prostu lubią rozmawiać. I nie chodzi o to, że robią to z braku szacunku do artysty, tylko robią to mimowolnie, jest to wpisane w ich sposób bycia i traktują to jako coś normalnego. Dla mojej muzyki natomiast nie są to sprzyjające warunki. Oczywiście, że preferuję mniejsze, bardziej kameralne miejsca. W ubiegłym roku miałem sporo okazji grania na większych scenach i przekonałem się o tym, że nie czuję się komfortowo w takich sytuacjach. W jakiejkolwiek muzyce czy szerzej – sztuce, nie chodzi o rozmiar. Każda muzyka pasuje do jakiejś przestrzeni, współgra z nią. Myślę, że kiedy muzyka, przestrzeń i ogólna atmosfera są ze sobą spójne, to publiczność sama jest w stanie zrozumieć, jak powinna się zachowywać.

Ania: A jakie są twoje odczucia, jeśli chodzi o odbiór piosenek w języku ukraińskim w innych krajach? Czy intencja zawarta w twoich utworach jest według ciebie właściwie odczytywana?

Tak, ale wiem też, co muszę zrobić, żeby to było odbierane we właściwy sposób. Jeśli spojrzeć na piosenki po ukraińsku tak całościowo, to wiele z nich ma np. dziesięć zwrotek, a muzycznie opierają się na dwóch-trzech chwytach. Nie ma sensu grać takich utworów dla publiczności, która nie rozumie słów. Ja dokładnie wiem, które kawałki mogę grać obcojęzycznemu słuchaczowi i co z mojego repertuaru powiedzmy „działa” na takiego odbiorcę. Są takie piosenki w języku ukraińskim, które ludzie znają i rozumieją absolutnie wszędzie. Nie do końca wiem, na czym to polega. Gdyby tak było, to może specjalnie pisałbym tylko takie. (śmiech) Czasami to po prostu działa i to są rzeczy, których nie jestem w stanie wytłumaczyć.

Magda: Czy teraz podczas trasy, którą aktualnie odbywacie, zmieniłeś nieco swój repertuar w stosunku do tego, co zazwyczaj grasz na koncertach? I czy widzisz, żeby coś się zmieniło w odbiorze publiczności? Reaguje ona inaczej niż wcześniej?   

Dla mnie granie koncertów jest swego rodzaju terapią. Nie mam jednej setlisty, którą bym ciągle powielał. Każdy utwór wprowadza ludzi w jakiś konkretny stan. Podczas koncertów razem z publicznością słuchamy, gramy, rozmawiamy, żyjemy, dlatego jeśli te okoliczności, w jakich występy się odbywają się zmieniają, to oczywiście zmienia się także i muzyka. Obecnie najbardziej widoczna różnica jest taka, że gram więcej piosenek w języku ukraińskim. Jeśli chodzi natomiast o odczuwalną różnicę w odbiorze, to widzę ją, zdecydowanie. Wcześniej przebywając poza granicami kraju, miałem wrażenie, że ludzie nie za bardzo rozumieją realia współczesnej Ukrainy, że jest ona dla nich czymś, czym w rzeczywistości była XX lat temu. A tymczasem rzeczy, które były aktualne 20 lat temu, już dawno na tej aktualności straciły. Wydaje mi się, że po rewolucji w 2014 roku udało nam się zacząć budować zupełnie inny kraj. I zupełnie inny jego wizerunek. Ja pochodzę z tej młodszej generacji, brałem udział w wielu ciekawych wydarzeniach historycznych, które miały miejsce w Ukrainie w ciągu ostatnich lat. Teraz, po tym wszystkim, jak cały świat patrzy na to, jak zachowuje się moje państwo, jak zachowuje się dyplomacja, wojsko, ludzie, nareszcie mam takie poczucie, że ludzie zrozumieli, kim jesteśmy i o co nam chodzi. Nie muszę tłumaczyć im takich rzeczy, pozbyliśmy się tej bariery. W tej bardzo tragicznej sytuacji to jest dla mnie wielkim szczęściem. To wszystko, co robimy na oczach całego świata sprawia, że ludzie spoza kraju nas poznali, wreszcie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę.

Magda: Tak, to jest piękne. Mam też takie wrażenie, że właśnie to zrozumienie jest dużo większe. Wzrosła też chęć poznawania ukraińskiej kultury, muzyki, nawet jeśli nie do końca dzieje się to na poziomie lingwistycznym. Wydaje mi się, że ta nić porozumienia tworzy się intuicyjnie, a przekaz nabrał takiego symbolicznego znaczenia. Dziś w radiowym serwisie informacyjnym usłyszałam o rozmowie prezydentów Zełenskiego i Dudy, w której padły słowa o tym, że granica między Polską a Ukrainą przestała istnieć i staliśmy się w tej sytuacji jednością. Czy podobnie odbierasz to, co się obecnie dzieje? Masz takie poczucie, że nasze narody rzeczywiście mocno się do siebie zbliżyły?

Tak, to na pewno. I wydaje mi się, że to się odbywa na każdej płaszczyźnie. To też może wynika z tego, że młode pokolenie Ukrainy i ogólnie już współcześnie funkcjonujące społeczeństwo naszego kraju charakteryzuje zupełnie nowa mentalność. My dochodziliśmy do tego punktu, starając się najpierw zrozumieć sami siebie – kim jesteśmy, co chcemy, co lubimy. I okazało się, że jesteśmy takimi samymi Europejczykami, mamy takie same wartości i chcemy tego samego, co państwa zachodnie. Chcemy robić to, co uważamy za potrzebne, nie szkodzić innym i żyć w zgodnej europejskiej wspólnocie. Rosja nie daje swoim obywatelom prawa posiadania swojego unikalnego zdania na jakiś temat. A nawet jeśli ktoś takie zdanie ma, to państwo jako struktura uważa takich ludzi za wrogów. Nam udało się doprowadzić do takiej sytuacji, że Ukraina nie uważa za wrogów osób, które myślą inaczej, że jest tam miejsce dla wszystkich. Mam nadzieję, że po tym, jak wojna się skończy, to miejsce takie pozostanie. W Polsce też potraficie żyć ze sobą pomimo różnic zdań. Choć i one widzę, że zeszły teraz na bok. Widzę, jak wszyscy się tu jednoczą ze sobą i jednoczą z nami. I to jest piękne. Ale wiecie, myślę, że tu nie chodzi tylko o empatię do Ukraińców i Ukrainek, ale chodzi też o to, że Polacy nie czują się bezpiecznie w tej sytuacji. Wszyscy wiedzą, że jeśli Ukraina przegra, Polska może być następnym krajem na celowniku. Wydaje mi się, że poza tymi czysto empatycznymi pobudkami ludzie troszczą się też po prostu o swoje bezpieczeństwo. I oczywiście nie ma w tym nic złego, można mieć na uwadze i swoje interesy i jednocześnie współodczuwać i pomagać po bratersku, jedno nie wyklucza drugiego.

Ania: Wyruszyliście w jedną z najdłuższych tras koncertowych. Powiedziałeś, że przez najbliższe tygodnie twoja muzyka będzie twoją bronią – będziesz prowadził dialog kulturowy. Postanowiłeś, że część wpływów z koncertów przekażesz na pomoc swojej ojczyźnie. Z jakim przesłaniem zwracasz się do swoich odbiorców na koncertach?

Musimy walczyć dalej, musimy bronić Ukrainy, która teraz broni takich ogólnych europejskich wartości. Myślę, że to jest takie moje główne przesłanie. Cały świat widzi, co robi Ukraina, a moim celem jest po prostu opowiedzenie o tym i zachęcanie ludzi do takiej walki wspólnej, wielowymiarowej. My naprawdę walczymy o przyszłość Europy. Nie walczymy teraz w jakimś konkretnym mieście na wschodzie Ukrainy, my walczymy o to, żeby Europa była bezpiecznym miejscem i żeby było to miejsce dla wszystkich. Wiem, że przez wiele lat Ukraina nie była uznawana za część Europy, ale teraz wszyscy widzą, że ona do niej należy, należy do tego globalnego społeczeństwa. Oprócz tego dla mnie jest też bardzo ważne to, że wielu ludzi chce jakoś pomóc, chce coś robić, ale po prostu nie wie jak. Ja mogę wskazać im drogę, pomóc im odnaleźć się w tej sytuacji. Chociaż nie mieszkam w Kijowie na stałe od paru lat, spędzam tam prawie połowę swojego czasu i wciąż jestem na bieżąco. Wiem, kto konkretnie tej pomocy potrzebuje, bo jednak pochodzę z tego kraju, znam zaufane źródła, gdzie można te pieniądze przesyłać i wiem, że będą one wykorzystane we właściwy sposób – otwarty, transparentny. I że te główne potrzeby zostaną zabezpieczone, spełnione. Tak że to też jest część mojej misji. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby pokazać, że jesteśmy otwarci, jesteśmy transparentni, niczego nie ukrywamy. Wszystko będzie opublikowane i myślę, że już jutro zrobimy pierwszy przelew i udostępnimy informacje na temat naszych działań. Ważne, żebyśmy obdarowywali się wzajemnym zaufaniem. Chciałbym pokazać, że można nam ufać i że trzeba nam ufać. My też ufamy ludziom.

Ania: Myślę, że ta sytuacja też mocno otworzy mentalnie ludzi z zachodu, bo tak naprawdę to właśnie teraz poznajemy się najlepiej – właśnie w tej biedzie – jak w przysłowiu się mawia.  

Tak, oczywiście. Teraz bardzo dobrze widać, kto jest kim – kto jest przyjacielem, a kto niekoniecznie. To też jest dobry czas na obserwacje, jak kto się zachowuje wobec tej sytuacji.

Magda: Najtrudniejsze czasy zawsze wszystko najbardziej weryfikują.

Dokładnie. 

Ania: Jak myślisz, czy w najbliższej przyszłości to doświadczenie wojny będzie miało swoje odzwierciedlenie w muzyce, w kulturze, w sztuce?

Myślę, że tak, ale to jeszcze nie czas na refleksje. Jesteśmy dopiero na samym początku. Sądzę, że następne parę tygodni będzie najtrudniejsze. W zależności od tego, czy Ukraina się utrzyma, będziemy snuć wizje na temat przyszłości Europy. Przed nami są bardzo ważne, decydujące dni. Moim zdaniem to będzie najcięższy czas. Jakiekolwiek refleksje będą mogły być wysnuwane w spokoju, teraz go nie ma i póki co nie będzie. Trudno mi powiedzieć, w którą stronę to pójdzie dalej. 

Magda: W tych trudnych czasach muzyka daje przynajmniej takie chwilowe ukojenie, moment wytchnienia. Jakich ukraińskich artystów byś nam polecił? Może masz swoje ulubionych wykonawców, do twórczości których warto byłoby sięgnąć i których warto byłoby szerzej przedstawić?

Jestem teraz nie tyle muzykiem, ile dyplomatą (śmiech). Wielu ludzi pyta o takie rzeczy, a ja mam możliwość powiedzieć o tych, którzy byli do tego momentu nieznani, o których pewnie nigdy nie dowiedzieliby się ludzie spoza Ukrainy. Rzeczywiście jest wielu wspaniałych artystów, których mogę polecić do posłuchania. I zrobię to z przyjemnością. To dla was też może być frajda.

Ania: Jak najbardziej. Dla nas to jest swego rodzaju lekcja, a ty jesteś naszym łącznikiem.

5 polecanych przeze mnie artystów:

Dakha Brakha

Tik Tu

Hyphen Dash

Love’n’Joy

Stoned Jesus

Magda: A ile koncertów jest jeszcze przed wami? Trochę zgubiłyśmy rachubę – zatrzymałyśmy się na 23 zaplanowanych wydarzeniach, ale nie jesteśmy pewne, czy to jest finalna liczba. Koncertujecie tylko do końca marca, czy już zahaczacie też o kolejne miesiące?

Boję się, że ta trasa się nigdy nie skończy. (śmiech)

Magda: (śmiech) Przed wami bardzo intensywny okres, od 10 marca przez ponad dwa tygodnie grasz dzień w dzień, i codziennie gdzie indziej. Jak doliczyć czas na kwestie związane z przemieszczaniem się i całą tą techniczną logistyką,  to wychodzi z tego solidny maraton.

Tak, to prawda. Wiesz, mam 30 lat i za jakieś dziesięć lat już raczej nie będę miał ochoty prowadzić takiego trybu życia. Już widzę różnicę w porównaniu z tym, co było, gdy miałem lat 20 – mam już trochę inne potrzeby, jeśli chodzi o komfort. Jeszcze dziesięć lat wstecz nie miałem problemu z tym, żeby jechać ze śpiworem stopem przez całą Europę, spać na trawie itd. Dziś tak bym już chyba nie potrafił. Ale teraz mam werwę do tego, żeby podróżować, jeździć, zwiedzać, rozmawiać z ludźmi, grać muzykę, pomagać swojemu krajowi, pomagać ludziom stąd, którzy też są bardzo wystraszeni tym wszystkim. Muzyka, jak już wspomniałem, jest jakimś rodzajem terapii, pomaga wszystkim. Nie ukrywam, że mnie również. Dla mnie teraz bardzo ważne jest, by coś robić i przez to też pomagać. Dlatego rzuciłem się w ten wir i nie zamierzam zwalniać tempa.

Magda: Życzymy Ci zatem dużo siły, tłumnej publiczności i ogromnej ilości zebranych środków. Same również chętnie się dołożymy. Sława Ukrajini!

Ania: Sława Ukrajini!

Bardzo Wam dziękuję. Sława Ukrajini!

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
Fot. Ola Bodnaruś
Stach Bukowski: „Dajemy piosenkom czas na dojrzewanie”