Fot. Gorgonzolla
Fot. Gorgonzolla

Dominik Pajewski (Gorgonzolla): „Być może chodzi właśnie o prosty przekaz” (rozmowa)

Gorgonzollę tworzy grupa przyjaciół, dla których zespół jest jak rodzina; dla jej członków, oprócz silnej relacji, najbardziej liczy się poczucie niezależności. Skład zaczął się formować w 2009 r. i do tej pory na swoim koncie ma dwie płyty długogrające – Eksploatowani (2016) oraz Konsumpcja (2019). Z Dominikiem Pajewskim, wokalistą grupy, spotkaliśmy się na krótko przed wakacyjnym maratonem festiwalowym, by porozmawiać m.in. o pierwszych singlach zapowiadających trzeci krążek Gorgonzolli, udanej współpracy z Madą z WCK czy wyraźnie zaznaczającym się od kilku lat kierunku rozwoju zespołu.

Ania: Co was jako zespół, twórców, artystów najbardziej denerwuje w dzisiejszym świecie?

Dominik: Wiesz co, teraz chyba wszystkich artystów, twórców denerwuje wzrost kosztów benzyny, który pośrednio dotyka ich w związku z podróżami na koncerty. Kiedy jedziesz na jakiś festiwal lub większą imprezę, nie ma problemu z opłaceniem dodatkowych kosztów. W momencie, kiedy natomiast ustalasz swoją stawkę plus zwroty, organizatorzy często negocjują. Oprócz tego denerwuje nas brak czasu, który doskwiera nam wszystkim.

Rozumiem, że poza graniem musicie się wspierać jeszcze pracą zawodową?

Tak, wszyscy pracujemy normalnie na etatach. Ja mam to szczęście, jako jedyny z naszej ekipy, że od paru ładnych lat pracuję w branży muzycznej. 

Pierwsze single zapowiadające kolejny album w waszej dyskografii dotykają bardzo różnych, ale zarazem ważnych kwestii. Zaczęliście od „Potwora z szafy, w którym podjęliście mocny temat, jakim jest lekceważenie problemów dzieci, w konsekwencji  prowadzące do ich późniejszych kłopotów natury psychologicznej. W drugiej odsłonie, czyli singlu Ryba psuje się od głowy podzieliliście się frustracją artystyczną i uzewnętrzniliście się z niezadowoleniem dotyczącym tego, co ktoś może zakładać na temat danego artysty, wkładając go w jakiś schemat. Wspólnym mianownikiem obu numerów jest brak zrozumienia perspektywy drugiej strony. Czy w kolejnych singlach nadal będziecie podejmować trudne tematy? Będzie więcej o relacjach międzyludzkich?

Tak. To też było słuchać na Eksploatowanych i na Konsumpcji. Pierwotne założenie w zespole od zawsze było takie, żeby poruszać tematy ważne, dotykające nas wszystkich − chociaż to może brzmi górnolotnie. Nigdy nas nie interesowało pisanie muzyki autotematycznej, bo w naszym odczuciu jest to bez sensu. Tak jak wspomniałaś, w „Potworze z szafy” poruszamy temat psychologiczny, dotykający traum z dzieciństwa, które się odbijają w dorosłym życiu. W numerze „Ryba psuje się od głowy”, gdzie pojawił się Mada z WCK, wspólnie z nim przedstawiamy nasze spostrzeżenia na branżę i trochę na to, co nas spotkało. Wbrew pozorom mimo tego, że pochodzimy z dwóch różnych gatunków, dwóch różnych muzycznych światów, to bardzo mocno się rozumiemy.

Gorgonzolla – Ryba psuje się od głowy ft. Mada

Co zatem was łączy?

Przede wszystkim mamy dwie główne wspólne cechy: zarówno Gorgonzolla, jak i grupa WCK działają bardzo niezależnie, a ponadto oba zespoły tworzone są przez ekipy przyjaciół. Czy kolejne single będą równie mocne, poruszające mocne tematy? Na pewno tak. Nie interesuje nas robienie muzyki dla jaj. Wiem, że są zespoły, które sobie żartują w muzie i to im wychodzi, czują to − pozdrowienia dla chłopaków z Nocnego Kochanka czy Braci Figo Fagot. My nie umiemy tak pisać − przynajmniej ja jako tekściarz mogę powiedzieć, że nie umiem pisać dla jaj. Trafiają się luźniejsze numery na naszych płytach − jest „Renata G.”, jest „W knajpie na dnie piekła”, jest „Dziękujemy i przepraszamy”, ale to też są koniec końców numery o czymś, a nie wyłącznie oparte na żarcie. Myślę, że kolejnym naszym singlem będzie utwór „Zabawne”, który to zagraliśmy na urodzinach w Potoku. Jest to numer, który opowiada o tym, jak ludzie robią sobie niefajne rzeczy, żeby do czegoś dojść − po trupach do celu. Mamy też numer „Podróżnik”, który jest takim bardzo mocno psychologicznym utworem o całym tym syfie, który towarzyszył nam przez ostatnie dwa lata. Nie jest to numer centralnie o pandemii, ale m.in. o tym, jak ludzie się czuli w tym czasie. Tak że ogólny zamysł Gorgonzolli zawsze jest taki, żeby tworzone przez nas utwory były o czymś. 

Czy na waszej drodze było wielu takich doradców, o których traktuje numer Ryba psuje się od głowy? 

Oczywiście. Wiele razy słyszeliśmy, że trzeba zmienić nazwę, bo ona się nie sprzeda, że nie jest dobra dla zespołu. Nie zgadzam się z tym zupełnie, bo moim zdaniem jest odwrotnie − jesteśmy kojarzeni, zapamiętywani dzięki nazwie, co uważam za bardzo dobre. Wielokrotnie sugerowano nam, żeby coś zmienić w naszej muzyce, by czegoś nie robić, śpiewać po angielsku, wyrzucić jedną gitarę. Na każdym kroku było bardzo wielu doradców.

Rap i metal mają ze sobą po drodze, natomiast na polskim gruncie takie połączenia stanowią obecnie raczej niewielki procent. Czy się mylę? 

Wybuch popularności nu metalu nastąpił w latach dwutysięcznych i wtedy też kooperacji w duchu tego gatunku było najwięcej, teraz faktycznie są one w mniejszości. Impulsem rozbudzającym ten gatunek w późnych latach 90. było oczywiście Limp Bizkit, wcześniej Rage Against The Machine, a jeszcze wcześniej Beastie Boys, Run-D.M.C., wiadomo. Ale pik popularności nastąpił właśnie na przełomie lat 90. i 00. Nam zaczęto przypisywać nu metal, choć nie czuję, żebyśmy robili muzykę w tym charakterze. Nie biegamy w dresach po scenie, śpiewając jak Fred Durst (chociaż lubię Limp Bizkit i nie mam nic do nich). Masz rację, dzisiaj odchodzi się od mieszania rapu z metalem. Taką największą, najgłośniejszą współpracą w Polsce była prawdopodobnie kooperacja Sweet Noise z Peją. Zresztą panowie − Glaca z Peją − dalej sobie gdzieś tam raz na jakiś czas razem działają. W Stanach oczywiście było to Linkin Park z Jay’em Z. 

Gdzie zatem po raz pierwszy skrzyżowały się wasze drogi z Madą? Co spowodowało, że postanowiliście stworzyć wspólny numer (pomijając to, o czym już wspomniałeś)?

Jeśli chodzi o naszą współpracę z Madą, to wyszła ona ode mnie. Bardzo dużo o tym mówi też nasz gitarzysta Michał. Ja jestem świadomym słuchaczem hip-hopu, na równi z muzyką metalową. Madę poznałem przez mojego kolegę z pracy, który puścił mi Zetenwupe. Potem sprawdziłem sobie jego (Mady − przyp. red.) solowe materiały, a następnie WCK. Maksymalnie zajarałem się tym składem i nawiązaliśmy kontakt z Madą. Jakiś czas temu dostałem kasetę Tedego 3H: Hajs Hajs Hajs i wiedząc, że Mada zbiera kasety, oddałem mu ją. Teraz Mada jest hypemanem Tedego, więc to też jest bardzo ciekawa historia. Łączą nas też inne rzeczy, które odczytuję dosyć symbolicznie. Na przykład w jednym z solowych teledysków Mady z płyty 47% można dostrzec wlepki Gorgonzolli, które rozklejone są w miejscach, w których akurat powstawał klip artysty. Oczywiście wydarzyło się to zupełnie nieświadomie, bo jeszcze wtedy się nie znaliśmy. Oprócz tego zarówno Mada, jak i ja jesteśmy z Grochowa, gdzie obaj się wychowaliśmy. Tutaj było więc wiele czynników wspólnych plus oczywiście jacyś znajomi ze środowiska muzycznego oraz mega zajawa, która nami kieruje. Wracając do nas, mieliśmy jakiś kontakt, pogadaliśmy i wspólnie doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby kiedyś móc coś zrobić razem. Pisząc numer „Ryba psuje się od głowy” pomyśleliśmy, że faktycznie jest to kawałek, w którym byłaby przestrzeń dla gościa. W dodatku składało nam się tu, by połączyć się z hip-hopem, bo jest to taki bardzo płynący numer z bitem. Mada był jak najbardziej chętny i przyszło to nam totalnie naturalnie. Tak naprawdę nagranie kawałka mogło się zamknąć w pierwszym take’u. Jak Mada wszedł za mikrofon i zaczął nawijać, to tak naprawdę byliśmy pewni, że już po pierwszym podejściu to jest to. Adam oczywiście nie odpuścił kolejnych prób i chyba dopiero przy czwartej powiedział, że jest zadowolony. Niemniej obie strony mocno poczuły ten temat. Niedawno występowaliśmy na żywo z tym numerem, a jeżeli wszystko się dobrze zgra, to wykonamy go również z Madą podczas Pol’and’Rock Festivalu.  

Gorgonzolla – Konsumpcja

Super! A jak już jesteśmy przy Pol’and’Rocku… Po pierwszej płycie udało wam się wystąpić na scenie Kryszny, wtedy jeszcze Przystanku Woodstock… 

To był też śmieszny Woodstock, bo po raz pierwszy odbywał się w lipcu. A powodem tego przesunięcia były Światowe Dni Młodzieży. To było w 2016 r.

… druga płyta otworzyła wam furtkę już na Małą Scenę Pol’and’Rock Festivalu. Oczywiście zadziało się to dzięki publiczności, która dała wyraz swojej sympatii i doceniła was w głosowaniu, natomiast uważam, że dzięki temu weszliście na nowy etap. Konsekwentnie idziecie naprzód, łatwo zauważyć progres w waszej karierze. Czy kolejny krążek będzie otwarciem następnych drzwi?

Nie chcę sobie niczego zakładać w głowie, bo mówiąc, że na pewno po trzeciej płycie teraz pojedziemy na… Glastonbury albo coś takiego, to jest oczywiście niemożliwe. Przy wydawaniu pierwszej płyty, mieliśmy te numery już dawno ograne. Zasadniczo debiutancki krążek był zbiorem numerów, które powstawały do momentu, kiedy powiedzieliśmy sobie: „stop, zamykamy tę płytę”. I faktycznie pojawiła się wtedy Kryszna. Zagraliśmy tam dwa miesiące po premierze albumu, co było dla nas szokiem. Gdy płyta pojawiła się oficjalnie, ukazały się wzmianki o nas w „Teraz Rocku”, Antyradiu, jakichś mediach branżowych i to zaowocowało Woodstockiem. Jeszcze przed wydaniem drugiej płyty pojechaliśmy na Wiewiórstock i zagraliśmy na tej dzikiej scenie. Chłopaki z zespołu Wiewiórki na Drzewie (którzy organizują koncerty na tej scenie − przyp. red.) powiedzieli, że był to jeden z najlepiej frekwencyjnie obstawionych koncertów na Wiewiórstoku od lat. Mieliśmy wtedy sporą konkurencję w postaci wykładu Katarzyny Nosowskiej na scenie ASP i Huntera na Dużej Scenie. Myśleliśmy więc, że nie będziemy mieli w ogóle szans przebicia się, tym bardziej grając na scenie, która oficjalnie nie jest wpisana do line-upu festiwalu. Okazało się, że było super. I teraz jeszcze będąc w okresie promocji tej drugiej płyty, pomału wchodząc już w trzecią, jedziemy na Pol’and’Rock Festival grać na Małej Scenie, więc faktycznie progres jest. Też to zauważam, ale zawsze staram się jednocześnie chłodno podchodzić do tematu,  skupiać się na pracy, podbijaniu skilli, by nie popaść w samozachwyt oraz nie spoczywać na laurach. Przed nami wydanie trzeciej płyty, do której na razie przygotowujemy się poprzez luźne wypuszczanie singli. Do wspomnianych wcześniej promujących kolejny krążek numerów „Potwór z szafy” oraz „Ryba psuje się od głowy” niebawem dołączy jeszcze jeden singiel i dopiero, kiedy płyta będzie gotowa do sprzedaży, pojawi się czwarty singiel. Jest to w pełni świadome działanie, żeby cały czas podgrzewać atmosferę i budować wokół siebie odbiorców. Zauważyłem, że wypuszczenie pierwszych dwóch singli podziałało podobnie, jak cały album „Konsumpcja”. Warto te single wypuszczać i organizować wokół nich takie małe wydarzenia, bo to jest za każdym razem tak, jakby się wydawało płytę. Czy po trzeciej płycie pojedziemy dalej? Nie wiem. Na razie w te wakacje prezentujemy się na takich festiwalach, jak: Rock na Bagnie, Bangarang oraz wspomnianym Pol’and’Rocku. Spotykamy się też z coraz większym zainteresowaniem koncertami klubowymi, szczególnie jeśli chodzi o miasta, w których jeszcze nigdy nie graliśmy, jak Kraków, Katowice czy Gdańsk, w którym do tej pory pojawiliśmy się raz. 

Jak ci się wydaje, w czym tkwi wasza siła? Moim zdaniem jesteście blisko ludzkich problemów, zwracacie uwagę na te, o których mówi się rzadko albo w dość zaszyfrowany sposób, nie oszukujecie. Wygrywacie jasnością przekazu.

Tak, być może to jest to, być może chodzi właśnie o prosty przekaz. Nikt nigdy nie ukrywał w Gorgonzolli, że gramy prostą muzykę, z prostym przekazem, ale skierowanym do każdego. Trafiamy naprawdę do bardzo różnych ludzi i to nawet do takich, którzy niekoniecznie słuchają takiej muzyki. Jest to dla mnie zawsze największą nobilitacją. W momencie, kiedy na przykład ktoś, kto na co dzień słucha hip-hopu, podchodzi do nas (i to jeszcze przed kawałkiem z Madą) i mówi, że to jest fajna muza, która trafia do niego − mimo że na co dzień słucha innej − to znaczy, że jest dobrze. Mnie się też wydaje, że nasza siła tkwi w tym, że jesteśmy dla naszych słuchaczy pod sceną takimi ziomkami. Po koncertach idziemy z nimi pogadać, pośmiać się. Prowadzimy grupę na Facebooku pod nazwą EksploatoFANI, gdzie integrujemy się z ludźmi, oni sami dzielą się tam rzeczami ze swojego życia. Tworzymy taką społeczność, dla której przyjście na koncert jest okazją do spotkania się z nami, ze znajomymi z grupy albo np. tymi, których poznało się na planie teledysku. Wiem, że grupa osób, która poznała się przy okazji realizacji klipu do „Ryba psuje się od głowy” nadal utrzymuje z sobą żywy kontakt. Tu chyba chodzi o to − o tę normalność, która przyciąga ludzi. Takie podejście traktuję za podstawę długoletniego funkcjonowania w tej branży. Być może wynika ono również ze specyfiki mojej pracy, w której mam kontakt z innymi artystami.  

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
Happysad. Fot. Maciej Lachowicz.
Happysad: „Lepiej nie poznawać swoich idoli. To czasem dość rozczarowujące” (wywiad)