Fot.: Kinga Górska
Fot.: Kinga Górska

#Znowu razem po raz szósty – relacja z SBM FFestivalu 2022

Już się boję wypowiadać słowa, odkąd nam premier ukradł slogan, a prezydent zarapował – nawija w jednym z utworów pochodzących z płyty Hotel Maffija 2 Solar. Nic dziwnego, bo chyba nie ma drugiego tak wpływowego labelu w Polsce. SBM to Maffija i naprawdę mocni (nie tylko) muzyczni zawodnicy. Jak zatrzęśli lotniskiem na Bemowie? Co działo się podczas szóstej odsłony hip-hopowej imprezy?

Koniec sierpnia to idealny czas na ostatnie letnie szaleństwa. Można skorzystać z wielu kuszących opcji, ale dla mnie od dwóch lat, jest to czas przeznaczony dla SBM FFestivalu. W tamtym roku data sierpniowa była tą przełożoną z czerwca, ale widocznie ciepłe sierpniowe dni okazały się strzałem w dziesiątkę i festiwal stał się integralną częścią końca wakacji. Tegoroczna, już szósta edycja festiwalu, zachwyciła zamówioną przez organizatorów pogodą oraz różnorodnością. Oprócz muzycznego żywiołu na Scenie SBM, Scenie Jelenia i Red Bull/NOBOCOTO, można było odwiedzić strefę IT GIRLS, Adidas, wziąć udział w panelach dyskusyjnych lub… obserwować rozgrywki sportowe! A to tylko część pomysłów organizatorów SBM FFestiwalu. To, co zasługuje na szczególne docenienie to fantastyczna organizacja, przemyślane logistycznie rozwiązania i klarowne komunikaty. Myślę, że każdy czuł się w tej kwestii zaopiekowany. Godne pochwały jest też zwrócenie uwagi na kwestie ochrony środowiska – w tym roku, piwo można było kupić wraz ze zwrotnym kubkiem wielorazowego użytku. Do tego, SBM FFestiwal obfitował w rozbudowaną strefę gastro, która była wyraźnie wydzielona z części koncertowej. Wiadomo, wszyscy uczestnicy przyszli celebrować święto muzyki, ale uważam, że jest to bardzo ważne, by zwracać uwagę na te wszystkie poboczne kwestie, które okazują się kluczowe. Oklaski za organizację! Ale to dopiero pierwsze oklaski.

Fot.: Kinga Górska

Płynnie przechodząc do sfery muzycznej, pierwszy dzień festiwalu oferował rozgrzewkę w postaci Lanka, Beteo i Braci Kacperczyk na SBM Stage oraz Adiego Nowaka i Kalush Orchestra na Scenie Jelenia. Ale jaka to była dobra rozgrzewka! Lanek zaprezentował utwory ze swojej płyty EXTRAVAGANZA, później Beteo oczarował słuchaczy swoją twórczością. I wisienka na torcie: Bracia Kacperczyk. Przyznam, że to są moi absolutni faworyci tego wieczoru, nie tylko dlatego, że tak jak ja noszą w sercu Lublin, ale też dlatego, że w znacznym stopniu przemawia do mnie tematyka ich utworów. Nie musiałam długo czekać na Artystę z ASP, ani na Brejdaki, a są to moje absolutne utwory top of the top tych artystów. W tamtym momencie niczego więcej mi nie brakowało… a przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie usłyszałam coveru Mieć czy być z repertuaru Myslovitz. Nikt nie prosił, każdy potrzebował. Artura Rojka kocham muzycznie miłością absolutną, więc lepszego zwieńczenia nie mogłam sobie wyobrazić. Jeśli chodzi o Scenę Jelenia, specjalnie zostawiłam ją na koniec, bo co tam się działo… petarda! Adi Nowak, w świetnej formie, z taką energią i kontaktem z publicznością, że czegoś podobnego można ze świecą szukać. Do tego moje największe muzyczne zaskoczenie tego dnia – Kalush Orchestra. Brak mi odpowiednich słów, by opisać jak spójne wizualnie i muzycznie było ich show. Bawiłam się przednio i niejednokrotnie oglądałam ich sceniczne wybryki z otwartymi ustami. Ukraińscy artyści zaprezentowali między innymi utwór, który zapewnił im zwycięstwo na Eurowizji i był to numer, który doszczętnie porwał słuchaczy. W tym momencie pozwolę sobie wpleść dość ważną dygresję: tegoroczna odsłona festiwalu była przepełniona akcentami sygnalizującymi wsparcie dla Ukrainy, zaczynając od przekazania części dochodu z zakupionych biletów na cele wspierające naszych wschodnich sąsiadów, przez wyświetlanie barw narodowych tego państwa i inicjowanie okrzyków ,,jebać putina”, które były niesione przez tłum aż do krańców lotniska. Pierwszy dzień festiwalu zamknął na Scenie Jelenia In Hajs We Trust – projekt Białasa i Lanka – oraz Barnim.

Adi Nowak, fot.: Kinga Górska

Drugi dzień festiwalu to sądząc po nastrojach uczestników szalenie wyczekiwany czas. Występy na SBM Stage zainaugurował Fukaj, który krótko po wyjściu na scenę przyznał, że to prawdopodobnie jego najlepszy koncert. Zdecydowanie wciągnął fanów w świat swojej twórczości i – co wzruszające – zadedykował jeden z utworów swojej dziewczynie. Dużą niespodzianką było zaproszenie na scenę przez prowadzącego (Lazy the Loser) Grzegorza, który pokonał pieszo 400 km (!!!), by dotrzeć na SBM FFestival. Chłopak stwierdził, że w trasie najbardziej mu brakowało alkoholu, a w momentach kryzysu dodawał mu sił utwór Młody Bachor z repertuaru Maty. Na pytanie, jakie wyzwanie postawi sobie przy okazji kolejnej edycji festiwalu, Grzesiek stwierdził, że chyba pozostaje mu przyjść na czworaka. Po tym akcencie humorystycznym (choć wielki szacun dla chłopaka, żeby nie było), na scenę wszedł artysta, na którego czekałam z niecierpliwością, bo nigdy wcześniej nie miałam okazji być na jego koncercie. Utwory tego rapera są mocne, bezpośrednie, bez kokieterii – prosto z serca, prosto z życia. Tym raperem jest Kękę, który oczywiście nie zawiódł i zaprezentował wysoki poziom występu, choć nie jestem przekonana, czy to była jego publika.

Kolejnym wyczekiwanym przez wielu artystą był Jan-Rapowanie. W tym momencie warto dodać,  że szczególnie w przypadku Janka zauważyłam tak głębokie poruszenie wśród fanów. Takie momenty z jednej strony są warte uwiecznienia, a z drugiej zupełnie nie trzeba tego robić. One są przede wszystkim piękne dlatego, że są obecne w danej chwili i więcej się nie powtórzą. Musicie mi uwierzyć na słowo, zapowiedź występu tego artysty wywoływała łzy w oczach wielu obecnych. Trudno się dziwić, bo twórczość krakowskiego rapera jest nie tylko bardzo osobista, przemyślana i łatwo się z nią utożsamić, ale też trafia głównie do osób o silnie rozwiniętej wrażliwości i refleksyjnym sposobie patrzenia na świat. Wydany w tym roku Bufor potwierdza powyższe słowa. Po występie Janka, słuchacze zwrócili się w stronę Sceny Jelenia, gdzie królował Young Multi i jego ogromna rzesza wiernych fanów. Przerosło to moje wyobrażenia, ale raczej w pozytywnym sensie. Czas mijał, a emocje nie opadały… szczególnie, że niebawem na głównej scenie miał mieć miejsce spektakularny występ. Czyj? Oczywiście Bedoesa, White’a i całego składu 2115.  Chwila opóźnienia zbudowała napięcie, które rozładowało się, gdy na oczach zebranych Bedoes wjechał pod scenę czerwonym Porsche. Był ogień, energia i szał wszystkich obecnych. Fani mdleli z nadmiaru emocji i (tu raczej fanki) rzucali bieliznę na scenę. Mój udział w tym szaleństwie rozpoczął się od chluśnięcia szampanem przez White’a, ale z uśmiechem wybaczam, bo z perspektywy czasu wiem, że wszystkie najlepsze imprezy kończyły się tak, że ktoś mnie oblał alkoholem. Jestem skłonna przyjąć ten chrzest, w imię tradycji i za zdrowie całego SBM!

Bedoes i White, fot.: Kinga Górska
Kuqe, fot.: Kinga Górska

Panowie zrobili show nie do opisania, zupełnie na bogato. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję wziąć udział w ich koncercie, to nawet jeśli nie jesteście zagorzałymi zwolennikami rapu, proszę – sprawdźcie to. Po występie pokaźnego kolektywu 2115, na Scenie Jelenia pojawiła się bardzo charakterystyczna i silna osobowość sceniczna – Żabson. Co tu dużo pisać, fani poszliby za nim na koniec świata. Choć repertuar tego artysty nie wszystkim może przypaść do gustu, Ci którym przypadnie będą śledzić jego poczynania z zapartym tchem i wspierać w każdym działaniu. Żabson totalnie przepełnił teren przypisany Scenie Jelenia. Sam przyznał:Wiedziałem, że się tu nie pomieścicie. I miał rację. Ostatnim wielkim koncertem tego wieczoru był występ całego Hotelu Maffija. Wszyscy artyści SBM na jednej scenie? Brzmi jak bajka, więc żeby nie było zbyt kolorowo, na wstępie nie pojawił się Mata. Nie umknęło to uwadze uczestników, którzy zaczęli dopominać się o nieobecnego. Ich prośby zostały wysłuchane – po kilku utworach był komplet, choć Mata w pewnym momencie… spadł ze sceny! Była to zatrważająca chwila, ale szczęśliwie nic poważnego się nie stało i cały Hotel Maffija pokazał na co ich stać. Na tym koncercie chyba darłam się najgłośniej. Było to idealnie zwieńczenie drugiego dnia festiwalu, a dla spragnionych dalszych wrażeń zaproponowano after z Francisem na Scenie Jelenia.

Żabson, fot.: Kinga Górska

Dzień trzeci, to dalsza dawka mocnych zawodników. Tym, o kim muszę wspomnieć na początku, był gość specjalny, który przez dłuższy czas pozostawał zagadką. Niespodzianką okazał się Jakub Grabowski w swoim ostatnio charakterystycznym wydaniu, nieco nieporadnym i niechlujnym, w pewnym stopniu uroczym. Mój podziw budzi przede wszystkim zdolność artysty do lawirowania pomiędzy różnymi odsłonami. Ujmę to tak – jest to odjechana propozycja, która przyciąga pozytywnie odjechanych ludzi. Gość specjalny wystąpił na mobilnej scenie NOBOCOTO, która jest troszkę potraktowana po macoszemu w tej recenzji, ale zapewniam, działo się tam, oj działo! Natomiast na SBM Stage na pierwszy ogień poszedł Janusz Walczuk. Jak jest ogień, to jest też dym – tak też było, dosłownie i w przenośni. Dodatkowo, słuchacze mieli możliwość obserwacji szczególnego wydarzenia, jakim były oświadczyny na scenie. Dla zainteresowanych – powiedziała tak. Po  bardzo udanym koncercie Jana, oczy słuchaczy zwróciły się w stronę Sceny Jelenia, na której wystąpiła ukraińska artystka Jerry Heil. Z przejęciem wyrażała wdzięczność za wsparcie jej rodaków w tych trudnych czasach. Po chwilach refleksji przyszedł moment występu Kinnego Zimmera. Przyznam, że ze szczególną ciekawością przyglądałam się temu, co zaprezentuje nowy nabytek SBM Label. Na scenie pojawił się namiot, więc ku mojej uciesze został zaakcentowany klimat harcerstwa. Mała rzecz, a wywołała falę wspomnień – też kiedyś byłam harcerką! Tylko kiedy to było… Występ rapera był intrygujący, zaciemnienie nadawało charakteru tajemniczości. Podobnie, jak ostatni fragment koncertu, gdy Kinny zawisł bezwiednie nad sceną. To, o czym warto wspomnieć, to fakt, że tego dnia na festiwalu pojawiło się wiele osób z charakterystycznym dla artysty kapeluszem. Bez wątpienia Kinny ma już grono wiernych odbiorców, którzy wybaczą mu nawet poranną pobudkę – typowo harcerską – którą zgotował śpiącym na festiwalowym polu namiotowym (nota bene, imienia Kinnego Zimmera).

Kinny Zimmer, fot.: Kinga Górska

Gdy zrobiło się zupełnie ciemno, na scenę wkroczył Białas – legenda SBM, nie trzeba tej postaci nikomu przedstawiać. Zaczął od mojego ukochanego W imię ojca trapu i z rozmachem przepłynął przez cały koncert. Zaprosił również na scenę swoich bliskich, młodziutkich towarzyszy z rodziny, którzy wcale nie zdawali się być skrępowani publiką, ani ogromem sceny. Gościem był również Nypel, z którym Białas zaserwował kolejne muzyczne emocje. Fani otrzymali również możliwość wsłuchania się w najnowszy, niepublikowany wcześniej numer (zostanie wydany na najnowszej płycie Beteo). Mimo wszystko, jednym z moich ulubionych momentów festiwalowych był wspólny występ Solara z Białasem. W dodatku, padły z ust Solara bardzo wzruszające słowa, że nigdy, nawijając gdzieś w piwnicy, nie marzyli, że kiedyś to może tak wyglądać. Cytując Kękę’go: Zrobiłeś to, chłopak! A parafrazując: Zrobiliście to, chłopcy!

Przyszła pora na Scenę Jelenia, a tam armagedon – Zdechły Osa ze swoim składem. Nigdy nie miałam przyjemności widzieć tych artystów na scenie, ale chętnie zobaczyłabym ich jeszcze raz. Przyznam szczerze: wygrali w konkursie na ekstremalny poziom energii. Ogień, dynamika, stawanie na głowie – dosłownie. Nie jestem pewna, czy panowie spędzili więcej czasu na scenie, czy nad nią. Festiwalowe emocje ciągle rosły i rosły, aż osiągnęły apogeum, gdy nieubłaganie zegar przesuwał wskazówki ku północy. Po 23 Gombao 33 wskoczyło na scenę i dolało oliwy do festiwalowego ognia, albo ujmując to w stylu Kinnego Zimmera – dorzucili drewna do ogniska. Szczęśliwie, na scenie pojawił się Mata, cały i zdrowy, choć nawiązał do incydentu z minionego dnia. Dał z siebie wszystko i myślę, że każdy to czuł bardzo wyraźnie. To, co szczególnie utkwiło mi w pamięci to moment, w którym raper zaprosił na scenę fana, który przygotował napis: Czy mogę zaśpiewać z Tobą Bombay Sapphire?. Ten utwór wybrzmiał już na scenie SBM FFestivalu, więc Mata zaproponował szczęściarzowi: Może być Kiss cam?. Pewnie część z Was, Drodzy Czytelnicy, pomyśli lub powie, że to nic takiego, bo wielu artystów postępuje w ten sposób – to prawda, podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu Mata również zaprosił na scenę młodego słuchacza. Nie to zatrzymało moje myśli przy jego osobie, ale fakt, w jaki sposób warszawski raper zachowywał się w stosunku do tego chłopaka. Mata wręcz odsunął się z pokorą na dalszy plan i całkowicie oddał swoje pole do popisu. Stali na scenie jak równy z równym, to było pięć minut tego słuchacza, który prawdopodobnie zapamięta je do końca życia. Piękny gest, imponujące zachowanie rapera – wiele mówiące o nim, jako człowieku. Po wyczekiwanym występie składu Gombao 33, przyszedł czas na wielki after serwowany przez Patoszał.

Solar, fot.: Kinga Górska

 Ale – i to wielkie ALE – after miał miejsce również daleko poza ramami festiwalu, bo uczestnicy rozchodząc się do swoich domów, mieli na ustach i głośnikach ulubione utwory z kolekcji artystów SBM. Piesza pielgrzymka do Metra Bemowo bawiła się w rytmach Grilla u Gawrona, a wesoły autobus, w którym ludzie byli bliżej siebie, niż prawdopodobnie kiedykolwiek wcześniej, jechał śpiewając na zmianę Schodki Maty i Californię White’a 2115. Nocni rowerzyści zaczepiali rozpromienionych przechodniów pytaniem: Jak koncert?. A oni (my!) brudni i szczęśliwi, odpowiadali, że zajebiście, bo choć ciśnie się na usta wiele słów, to jedno wybrzmiewa wystarczająco. Duża część z tych ludzi z pewnością przyjdzie kolejny raz – siódma odsłona już za rok. Jestem więcej niż pewna, że te blisko 40 tys. osób, które zadeklarował ze sceny Solar, to lwia część, ale wciąż część fanów SBM. Festiwal dobiegł końca kilka dni temu, a ja już nie mogę się doczekać, by ponownie spotkać świetnych ludzi, których miałam okazję poznać i zobaczyć nowych, którzy dobrze wiedzą, że łączy ich coś więcej, niż alkohol.

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
Jakub Skorupa, fot.: Filip Skrońc
Jakub Skorupa: „Mamy szczęście, że dorastaliśmy w latach 90.” (wywiad)