CBGB, plakat filmowy; mat.prasowe
CBGB, plakat filmowy; mat.prasowe

“…I pozostała muzyka dla niezaspokojonych żarłoków” – CBGB & OMFUG.

Obskurny klub muzyczny CBGB & OMFUG stworzył fundamenty pod rozwój nowego gatunku na amerykańskiej scenie muzycznej, który zdefiniował kulturę śródmieścia Manhattanu w latach 70. XX wieku. Wyznaczył na kolejną dekadę trendy w rockowej muzyce zza oceanu i dał nam wiele jakże kultowych już dziś zespołów. Kawał tak znaczącej historii prędzej czy później musiał doczekać się fabularnej ekranizacji. I słusznie, bo o takich miejscach i takich ludziach trzeba opowiadać. Czy jednak powstały w 2013 roku film CBGB w reżyserii Randalla Millera wykorzystał w pełni potencjał podejmowanego zagadnienia i może sprostać oczekiwaniom widzów? To zależy, jak podejdziemy do tego tematu.

Postawmy sprawę jasno – nie byłoby CBGB bez Hilly’ego Kristala. Ten pochodzący z New Jersey były marines przeprowadził się na nowojorski Manhattan w latach 50., aby zrobić karierę w branży muzycznej. Z muzyką zresztą związany był od dzieciństwa – od 9 roku życia grał na skrzypcach, uczęszczał także do muzycznej szkoły w Filadelfii. W Nowym Jorku zaczynał jako wokalista, śpiewał m.in. w chórze Radio City Music Hall i w Cafe Wha? – w początkowych latach jej działalności. Nagrał nawet kilka demówek pod skrzydłami Atlantic Records, ale nic wielkiego z tego nie wynikło. Postanowił więc spróbować szczęścia po tzw. drugiej stronie barykady – zajął się managementem i bookowaniem koncertów. Przez jakiś czas był managerem jazzowo-stand-upowego klubu Village Vanguard w Greenwich Village, gdzie organizował koncerty m.in. Milesa Davisa, Theloniousa Monka czy Johna Coltrane’a . W 1966 r. otworzył dwa własne lokale, oba pod nazwą Hilly’s, na ulicach West 9th i West 13th. Ten drugi specjalizował się w muzyce country, pierwszy natomiast stał się domem komedii, kabaretu i szeroko pojmowanej improwizacji. Do końca 1972 roku oba kluby zostały zamknięte, a Hilly przeniósł się na Bowery.

Lower East Side była w tamtym czasie biedną, brudną, imigrancką częścią Nowego Jorku. Dzielnica zaczęła przyciągać licznych artystów wszelkich dziedzin sztuki, kuszonych zarówno przez tzw. klimat miejsca, który zdawał się być niewyczerpanym źródłem inspiracji, jak i bardziej przyziemne kwestie ekonomiczne – niskie czynsze. Pojawienie się wielu artystów ściągnęło tu również i Kristala. Miejsce, które wybrał na swój nowy lokal, znane było wcześniej jako The Palace Bar, w którym spotykali się przede wszystkim członkowie gangu motocyklowego Hells Angels. „Pałac” cuchnął brudnymi harleyowcami, wymiotami i uryną. Sam bohater opowieści nie wspominał najlepiej jego pierwszych chwil w tym miejscu. Początkowo nadał lokalowi nazwę „Hilly’s on the Bowery”. Jesienią 1973 roku postanowił jednak dotychczasową spelunę przekształcić w klub muzyczny. Tak powstała nazwa CBGB, będąca skrótem od country, bluegrass (and) blues. To właśnie taką muzykę Hilly chciał ściągnąć do swojego lokalu. Życie miało jednak na to miejsce zupełnie inny pomysł.

Po pierwsze, dość szybko okazało się, że żadni muzycy w/w gatunków w tę część miasta nawet się nie zapuszczają. CBGB znajdowało się w podłej – ówcześnie – dzielnicy, która żyła zupełnie innym rytmem. Miał on już wkrótce eksplodować w 4 ścianach małego, obskurnego, lokalnego klubu.

Po drugie, dla wielu młodych ludzi dorastających w erze post-wietnamskiej rockowa muzyka lat 60. i cała kultura „flower power” nie miały już żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ich codzienność, zwłaszcza w śródmieściach takich miast, jak NYC lat 70., nacechowana była raczej brakiem perspektyw, bezrobociem, ograniczonymi marzeniami, wszechobecną narkomanią i zupełnym brakiem zaufania do skorumpowanych elit rządzących. Ówczesne dzieciaki nie chciały, aby długowłose gwiazdy rocka prosto z osobistych odrzutowców mówiły im, o czym jest świat i jak mają żyć. Do tego pokolenia nie przemawiały już też niezwykle długie, porozciągane gitarowymi i perkusyjnymi solówkami, kawałki. Ta generacja potrzebowała adekwatnej do ich sytuacji formy ekspresji – czegoś, co będzie mocne, szybkie i głośne.

Po trzecie wreszcie, w tamtym czasie młode zespoły nie miały zbyt wielu miejsc, w których miałyby możliwość zaprezentowania własnej twórczości. Był co prawda, mieszczący się w piwnicy dawnego The Grand Central Hotel, The Mercer Arts Center, ale został on pogrzebany – dosłownie i w przenośni – wraz z zawaleniem się budynku w sierpniu 1973 roku. Część grywających tu grup zaczęła szukać nowej przestrzeni. Wśród nich były m.in. Suicide i Magic Tramps, którzy wkrótce trafili do CBGB. Większość klubów wówczas chciała, aby występujące na scenie zespoły grały głównie covery – utwory, które wszyscy znają. Kristal miał inne podejście do tematu – dla niego liczyła się autentyczność i oryginalność. Uważał to za najważniejszą wartość nie tylko w muzyce, ale w każdej dziedzinie sztuki. Jedną z cech, z których słynął Hilly było to, że dawał ludziom szansę. Jedną z cech, które charakteryzują punk rocka jest to, że nie musisz być wybitnym muzykiem czy wokalistą – najważniejsze jest to, abyś był szczery w tym, co robisz, abyś to czuł, całym sobą.  Zespoły, które nie miałyby szansy zagrać gdziekolwiek indziej, szansę taką dostawały u Hilly’ego.

Przy takich okolicznościach losowych i przy takim połączeniu nie było innej możliwości – z tego musiało wyjść coś wielkiego. CBGB już wkrótce miało się stać domem nieskrępowanej, nieocenzurowanej, kipiącej, młodej, muzycznej ekspresji. Nowa koncepcja lokalu wymagała też lekkiej modyfikacji nazwy. Do pierwotnego CBGB Kristal domalował & OMFUG, co w wolnym tłumaczeniu oznaczało: „i pozostała muzyka dla niezaspokojonych żarłoków”, z tym że oczywiście w tym przypadku chodziło o głód muzyki. Sam Kristal przyznawał później, że w pewnym momencie klub zdecydowanie stał się bardziej OMFUG niż CBGB. I tak już zostało.

Jedną z pierwszych kapel, która pojawiła się w CBGB i która po krótkich negocjacjach otrzymała tam na stałe zabukowane, coniedzielne koncerty, była grupa Television. Jak mówił sam Kristal: był to najgorszy zespół, jaki w ogóle kiedykolwiek słyszał, ale było w ich muzyce coś oryginalnego i interesującego. Występy Television przyciągały do klubu zaciekawioną publiczność i innych artystów. Zawsze ciekawi również nowości na nowojorskiej scenie muzycznej David Bowie i Lou Reed także zaczęli się tu zjawiać, podobnie jak Paul Simon. W czerwcu 1974 roku wpadła tu również Patti Smith, która zrecenzowała później (z najwyższymi notami) obejrzany koncert w gazecie Soho Weekly News. Niedługo potem sama, wspólnie z gitarzystą Lennym Kaye, zaczęła występować na tutejszej scenie. Latem 1974 roku stałą rezydenturę w CBGB & OMFUG rozpoczęły również zespoły Ramones i Blondie (wtedy jeszcze funkcjonujacy pod nazwą Angel & the Snake). Wkrótce potem pojawili się: Mink DeVille, Talking Heads, the Shirts, the Heartbreakers, the Fleshtones itd. Reszta jest już historią. Legendarną historią.

I o początkach tej legendarnej historii, a także (a może raczej przede wszystkim) o człowieku, bez którego to wszystko mogłoby się wcale nie wydarzyć, opowiada film CBGB w reżyserii Randalla Millera. Mająca swoją premierę w październiku 2013 roku produkcja spotkała się ze sporą krytyką. Jako główne zarzuty przedstawiano tu m.in.: pobieżne potraktowanie tak wielkiego tematu, brak chronologii zdarzeń, brak chronologii występów i granych utworów, brak niektórych ważnych postaci, dodanie postaci, które nie odegrały w historii tego miejsca żadnej większej roli czy nieobiektywne, wybielone przedstawienie niektórych bohaterów – zwłaszcza samego Hilly’ego Kristala oraz jego córki Lisy (która swoją drogą była współproducentką tejże produkcji). I ok, zarzuty te pewnie byłyby całkiem słuszne, gdybyśmy rozmawiali o filmie dokumentalnym. Tymczasem mamy tu do czynienia z produkcją fabularną, dramatem biograficznym opartym na historii, ale nie będącym jej wiernym odzwierciedleniem. Podobno równie legendarne, jak sama scena klubu, były kłótnie rodziny Kristal o markę CBGB (i jej pieniądze) – zarówno w czasach dobrej prosperity lokalu, jak i w czasie jego zmierzchu, a nawet długo jeszcze po jego zamknięciu. Temat ten został pominięty w filmie, ale też i czy musiał być w nim podjęty?

Hilly Kristal miał wielkie serce do muzyki, ale kompletnie nie miał głowy do interesów. Jego nieumiejętność zarządzania funduszami klubu i totalny finansowy chaos być może pokazane są tu rzeczywiście w wersji uproszczonej i złagodzonej, ale ponownie – czy konieczne było przedstawienie tego w inny sposób? Filmowi zarzucano, że owszem, jest to prawdziwa historia tego miejsca, ale podana w tak wybiórczej, przyjaznej odbiorcy formie, że jest to aż krzywdzące. Nie zgodziłabym się z tą opinią. Wydaje mi się, że twórcy od początku nie chcieli iść w kierunku chronologicznego i suchego odtwarzania faktów z dokumentalną, aptekarską precyzją. Odnoszę wrażenie, że ta lekka formuła filmu była jak najbardziej zamierzonym zabiegiem. Świadczyć też o tym może na wpół komiksowa konwencja produkcji. Swoją drogą, autorem przeplatających się z ujęciami komiksowych migawek, jest nie kto inny, jak John Holmstrom – w latach 70. współtwórca kultowego magazynu „Punk” – który stale gościł w murach CBGB. Ok, można się czepiać, że muzycy wyglądają na nieco zbyt wymuskanych, jak na początkowe lata swojej kariery, można się przyczepić, że dźwięk nie jest tak surowy, jakim był w rzeczywistości – ale c’mon – czy gdyby był tak marnej jakości, jakiej rzeczywiście był w klubie w początku lat 70., dałoby się tego słuchać w kinie czy przed TV?

Idąc dalej tym tropem, można by się przyczepić, że film nie pokazuje pełnej historii klubu, a jedynie jego początki. Późniejsze losy zaś – i to ponownie pobieżnie – przedstawione są tylko w epilogu. Nie ma nic o tym, że w latach 80. scenę klubu przejął undergroundowy hardcore punk, z zespołami takimi jak: Bad Brains, Agnostic Front, Murphy’s Law, Leeway, Warzone, Gorilla Biscuits, Sick of It All, The Misfits, Sheer Terror, Stillborn czy Youth of Today. Nie znajdziemy tu informacji, że pod koniec lat 80. scena uległa degeneracji, a narastająca przemoc zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz klubu, zmusiły Kristala do odmawiania rezerwacji kolejnym hardcorowym zespołom. Wreszcie nie dowiemy się tu także, że kiedy w 2006 roku klub dostał ostateczny nakaz eksmisji, wstawiło się za nim wielu związanych z tym miejscem artystów. Gdy okazało się, że zamknięcie klubu jest nieuniknione, wielu muzyków, w tym Blondie, Bad Brains czy Dictators w końcowych tygodniach działalności lokalu zagrało tu pełne hołdu i szacunku koncerty. Ostatnim występem był odbywający się 15.10.2006 r. 3,5 godzinny set Patti Smith z udziałem Richarda Lloyda z Television oraz Flea z Red Hot Chilli Peppers i fenomenalnym wykonaniem Glorii przeplatanej elementami Blitzkrieg Bop z repertuaru Ramones, a także jakże trafnym utworem Elegie na zakończenie całego koncertu.

Z końcowych napisów filmu, w których wykorzystano oryginalny fragment przemówienia zespołu w czasie ceremonii, dowiemy się natomiast, że indukowani w 2002 roku do Rock and Roll Hall Of Fame Talking Heads zaprosili na scenę Hilly’ego Kristala i podziękowali mu za wszystko, co dla nich zrobił, świadomi tego, że być może nie byłoby ich tu, gdyby nie on.

I tu wracamy do punktu wyjścia – być może nie byłoby wielu wspaniałych i kultowych już dziś zespołów, gdyby nie CBGB. I z całą pewnością – nie byłoby CBGB bez Hilly’ego Kristala. Ten film jest swoistym hołdem dla jego osoby. Nie jest może książkową lekcją historii, ale z całą pewnością do zgłębienia historii tego miejsca, jego twórcy i wyrosłych z tamtejszej sceny artystów, zachęca. I jeśli ktoś zechce zapoznać się bliżej z tym tematem, to bardzo poleciłabym tu film dokumentalny „Burning Down the House: The Story of CBGB” w reżyserii Mandy Stein oraz oczywiście genialną książkę „Please Kill Me. Punkowa historia punka” autorstwa Legsa McNeila i Gillian McCain, która w polskim przekładzie językowym ukazała się na rynku nakładem Wydawnictwa Czarne.

Fabularny film CBGB może jedynie stanowić punkt wyjścia do zapoznania się z tymi historiami. Ale jeśli tylko podejdziemy do niego bez kronikarskich oczekiwań, okazuje się, że może być też po prostu świetną rozrywką, dodatkowo okraszoną wspaniałym soundtrackiem. Ścieżka dźwiękowa produkcji została wydana 8 października 2013 roku. Pierwsze tłoczenie Omnivore to podwójny album na półprzezroczystym różowym winylu, składający się z 20 kawałków, takich zespołów, jak m.in: Talking Heads, MC5, New York Dolls, Television, Richard Hell and the Voidoids, Flamin’ Groovies, The Velvet Underground, The Heartbreakers, The Dictators, Dead Boys, Blondie, The Police czy… Joey Ramone. Tak jest, Joey Ramone a nie zespoł Ramones – zaznajomiony z twórczością grupy widz odnotuje w czasie filmu, że choć na scenie pojawia się cały band, to nie wykonują oni jednak kawałka ze swojego zespołowego repertuaru, a z solowej działalności jednego z braci. Nie odbiera to jednak według mnie ani radości z dalszego oglądania filmu, ani też radości ze słuchania płyty. Wydana przez Rhino cyfrowa wersja deluxe soundtracku poza podstawowym setem zawiera ponadto dodatkowych 12 utworów, w tym m.in. takich grup, jak: Misfits, The Cramps, The Germs, Tom Tom Club czy Hüsker Dü.

Legendarny, obskurny klub muzyczny CBGB & OMFUG stworzył fundamenty pod rozwój nowego gatunku na amerykańskiej scenie muzycznej, który zdefiniował kulturę śródmieścia Manhattanu w latach 70. XX wieku i którego echa wciąż tu rozbrzmiewają. Duchy tamtej sceny, tamtej muzyki, tamtego miejsca i samego Hilly’ego Kristala żywe są po dziś dzień, nie tylko w Nowym Jorku. Kluby pojawiają się i znikają, ale CBGB jeszcze długo będzie trwało w pamięci zarówno tych, którzy mieli szczęście w nim bywać, jak i kolejnych pokoleń, które wiele dałyby, żeby choć na chwilę móc przenieść się w czasie i doświadczyć tego wszystkiego na własnej skórze. Jak powiedziała Patti Smith: „I’m not trying to romanticize anything because in some ways it was a shithole. The sound was crappy, there was always things breaking down and glasses breaking and people vomiting and the rats scurrying around in the back, but it was our shithole and that was the greatest thing”.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
Kobiety-rakiety: Siostry Przybysz, Mery Spolsky, Brodka. Refleksja o postrzeganiu kobiet i postrzeganiu przez kobiety