Duch Delta. Fot. Jarosław Dumański.

Duch Delta: „Muzyka jest naszym napojem energetycznym”

Duch Delta to trójka dojrzałych muzyków, którzy w 2018 roku postanowili stworzyć wspólny projekt. Zabierają słuchaczy do Delty Missisipi, łącząc w swoich utworach vintage’owe inspiracje z nowoczesnym brzmieniem. O istocie bluesa, rozwoju tego gatunku w Polsce, duchu klasyki w ich utworach i postanowieniach noworocznych w sylwestrowy poranek z wokalistą grupy porozmawiała Marta. 

Zespół powstał w 2018 roku. Czy Wasze brzmienie ewoluowało przez te lata, czy może od początku szliście w jednym, jasno określonym, bluesowym kierunku?

Tak, początki zespołu to rok 2018, chociaż może lepiej byłoby powiedzieć, że to początki projektu. Wtedy rozpoczęło się poszukiwanie kolegów do grania tego typu współczesnej muzyki bluesowej. Ja jestem inicjatorem tego przedsięwzięcia i od początku wiedziałem, co chcę grać. Nie jesteśmy najmłodsi, nie musimy się spierać, wychodzimy od jednego i rozwijamy dany pomysł. W zasadzie nasza droga wyglądała tak, że w 2018 roku grywaliśmy sobie, szukaliśmy siebie, poznawaliśmy się, ale taki właściwy start zespołu przypadł na rok 2020, kiedy niestety dopadła nas pandemia. Ledwo więc wystartowaliśmy, a już musieliśmy przystopować. Rok 2021 natomiast przyniósł nam wiele możliwości, pojawiliśmy się w wielu nowych miejscach, m.in. zagraliśmy koncert w Trójce, nasz singiel Armaty zadebiutował w Antyradiu, wystąpiliśmy też na festiwalach w Węgorzewie czy w Otwocku.  Zostaliśmy również docenieni w środowisku bluesowym. Nasza płyta została wydana stosunkowo niedawno, bo pod koniec listopada. Mamy więc nadzieję, że ten rok – 2022 – będzie obfitował w jeszcze więcej koncertów i w możliwości pokazania się szerszej publiczności.

Czyli można powiedzieć, że 2021 był dla Was łaskawy?

Tak, nawet opisałem go tak we wpisie podsumowującym rok na naszym fanpage’u. Te pomysły ze starego albumu to nie są pomysły, które powstawały w 2020/2021, ale są to jakieś moje rzeczy z szuflady, które były gromadzone wcześniej na potrzeby ewentualnego projektu grającego współczesnego bluesa. Czekamy z niecierpliwością na to, co przyniesie ten rok, mamy sporo nowych pomysłów i chcielibyśmy móc z nimi ruszyć. 

Wspominałeś, że jesteście już na takim dojrzałym etapie życia, macie prace, rodziny. Skąd zatem pojawił się pomysł założenia zespołu te trzy lata temu?

Każdy z nas od lat gra w większych czy mniejszych projektach, i cały czas to muzykowanie gdzieś tam w nas jest, jest to sposób na odreagowanie codzienności, a może wręcz dopalacz do tego życia codziennego. Jest to takim naszym napojem energetycznym, tyle że zdrowym. Chcieliśmy stworzyć miejsce, gdzie moglibyśmy tę swoją muzyczną pasję realizować.

Mówiłeś, że magazynowałeś różne pomysły na wypadek, gdyby pojawił się jakiś projekt nawiązujący do bluesa. Skąd wzięło się zamiłowanie do tego gatunku, co ukształtowało Cię muzycznie?

Ta przygoda z muzyką nie do końca zaczęła się od bluesa. Będąc młodszym, słuchałem rożnej muzyki, moglibyśmy spędzić wiele godzin, rozmawiając na ten temat. Wpadłem na takie zespoły, które grały muzykę inspirowaną bluesem, jak The Black Keys i The White Stripes. Dzięki tym grupom, tworzącym tę współczesną formę bluesa, sięgnąłem głębiej, do korzeni tego gatunku. Najbardziej spodobała mi się ta rdzenna odmiana bluesa, czyli blues pochodzący z Delty, co było też inspiracją do nazwy zespołu, która pochodzi właśnie od Delta Bluesa, ale to tylko duch tego gatunku.

Nazwałeś Waszą twórczość współczesną muzyką bluesową. Jak zdefiniowałbyś taki rodzaj twórczości?

Nie chciałbym się określać muzycznie. Wydaje mi się, że w naszej muzyce wyjątkowe jest właśnie to, że nasze kawałki lecą zarówno u Andrzeja Matysika, który jest redaktorem muzycznym „Twojego Bluesa” (cieszymy się, że nas docenił, singiel Armaty pierwszy raz leciał u niego w audycji), ale też w Antyradiu, gdzie Marcin Bąkiewicz porównał nas z The Royal Blood.

W tym projekcie łączymy wiele inspiracji, ale jednak są to bardziej vintage’owe brzmienia, na tym się skupiamy. Nawiązujemy do Delta Bluesa, folku, country, muzyki garażowej, ale opieramy się na szczerości przekazu starych bluesmanów z Nowego Orleanu.

Na płycie mamy 10 piosenek. Czy każda z nich to oddzielna historia, czy są jakieś punkty wspólne?

Nie jest to zdecydowanie concept album. Tak jak mówiłem, budowaliśmy zespół na tych piosenkach, które często powstały już wcześniej, każda z nich jest inna. Część z nich rodziła się w okresie, kiedy studiowałem i przewijają się w nich takie tematy jak pierwsze zauroczenia, zwady, ale pojawiają się też społeczne wątki.

A muzycznie? Czy mógłbyś powiedzieć, że niektóre utwory idą bardziej w stronę vintage, a niektóre ku współczesnym brzmieniom, czy każdy utwór to swego rodzaju mix?

Tutaj akurat wydaje mi się, że każdy numer z płyty jest klasyczny, ale jest zagrany w taki sposób, w jaki gra się dziś. Myślę, że formy tych kawałków nie są przewidywalne. Jeśli ktoś jest konserwatywnym słuchaczem bluesa, to może coś wziąć dla siebie, ale też nie do końca jest to tak rasowe, więc może się wahać. Z kolei jeśli ten słuchacz bluesa czy muzyki rockowej jest bardziej otwarty na współczesne brzmienia, to z pewnością zostanie z nami na dłużej.

Jaka według Was jest kondycja sceny bluesowej w Polsce?

Ktoś kiedyś powiedział, że są dwa najbardziej nielubiane słowa w Polsce jeśli chodzi o muzykę w mediach – blues i garage, a my gramy coś na pograniczu tych stylistyk. Niektórzy konserwatywni słuchacze bluesa będą mówili, że my nie jesteśmy zespołem bluesowym. Jesteśmy na pograniczu muzyki współczesnej i muzyki bluesowej, np. nasze utwory Bez Skrzydeł i Upadam są zagrane na cigarboxie, czyli takiej gitarze trzy- czterostrunowej strojonej np. open G, i one są według nas bluesowe, aczkolwiek zagrane z takim garażowym vibem. 

Ale wydaje mi się, że to wszystko coraz bardziej idzie w dobrą stronę. Blues w Polsce się rozwija, a my jesteśmy dopiero w fazie budowania fanbase’u.

Wracając do Waszych piosenek, przewinęło się już w naszej rozmowie, że Armaty były grane w Antyradiu. Czy tworząc numery, spodziewaliście się, że właśnie ten będzie się pojawiać w radiu najczęściej, czy może obstawialiście inny utwór jako ten najbardziej popularny?

Tworząc jakieś kawałki, jesteśmy mało obiektywni. Wydaje nam się, że coś będzie przez słuchaczy bardziej entuzjastycznie odbierane, a często tak nie jest, ale akurat z Armatami wiedzieliśmy, że to będzie singiel. Całą przygodę rozpoczęliśmy od nagrania tej piosenki i od razu mieliśmy tę myśl w głowie, mamy do tego kawałka sentyment. Ten numer wysyłaliśmy też do rozgłośni radiowych. Odezwało się Antyradio i Trójka, później też Czwórka, Radio 357 czy Nowy Świat i jesteśmy bardzo szczęśliwi z tego powodu.

Natomiast wydaje mi się, że w stricte bluesowych audycjach częściej leciał nasz drugi, wpisujący się bardziej w tę stylistykę utwór – Pies. Armaty są jednak takie brudne, garażowe, nawiązujące trochę do lat 70., Led Zeppelin, Black Sabbath, dlatego pewnie lepiej sprawdziły się w stacjach bardziej rockowych.

A jeśli Ty prowadziłbyś audycję muzyczną i musiałbyś wybrać do niej trzy piosenki z Waszej płyty, jakie byś wybrał?

Wow, to jest trudna decyzja, ponieważ uważam, że każdy z tych 10 utworów mógłby być singlem. Na pewno byłyby to Armaty, bo dzięki nim gdzieś zaistnieliśmy. Wybrałbym też coś bluesowego i byłby to kawałek Bez skrzydeł, który bardzo lubię grać, natomiast z trzecim kawałkiem miałbym problem, chociaż myślę, że to by było Nie mam czasu, którego granie sprawia mi również ogromną przyjemność. A gdybym mógł wybrać jeszcze jeden, to dorzuciłbym Surfera, ponieważ jest to kawałek zupełnie inny, z innym vibem, nie do końca bluesowym, aczkolwiek z takim duchem bluesa, który też pokazuje jak gramy. Ten numer potwierdza, że po zespole Duch Delta można się spodziewać różnych rzeczy.

Natknęłam się gdzieś na stwierdzenie: „Biały lub czarny, bogaty lub biedny. Jeśli kiedykolwiek miałeś złamane serce, masz prawo śpiewać bluesa”. Co Twoim zdaniem jest istotą tworzenia tego gatunku?

To jest właśnie ta szczerość bardzo dobrze ujęta. Możesz mieć różny kolor skóry i grać bluesa, ponieważ blues to coś, co wynika z ciebie samego. To mi się właśnie podoba w tej muzyce, że śpiewasz o tym, o czym myślisz. Blues jest też często muzyką improwizowaną i to też jest wyjątkowe, że grasz coś na gitarze, dokładasz do tego słowa, wychodzi coś z ciebie, choć nawet nie myślisz o tym. Czasem pierwszy wers, który napiszę, tworzy całą piosenkę. To jest to podejście bluesowe – śpiewasz o tym, co ci leży na sercu, nieważne w jakiej formie, ale jeśli jest to szczere, to jest to blues. W naszej muzyce bardzo ważna jest dla nas szczerość i minimalizm.

Na początku wspomniałeś o ważnych wydarzeniach, które miały miejsce w tym roku, dzisiaj mamy ostatni dzień 2021 i tuż za rogiem czeka 2022. W tym okresie popularne jest robienie postanowień noworocznych – czy jako zespół macie również sporządzoną taką listę?

Chcielibyśmy zagrać na dużych festiwalach. Czy to bluesowych, czy innych. Uważam, że mimo iż jest nas trzech, to mamy duże możliwości, by podbijać większe sceny. Chcielibyśmy budować też nasz fanbase. Działamy cały czas i nie zatrzymujemy się, chcemy grać jak najwięcej, bo mamy w sobie poczucie, że muzyka musi być słuchana na żywo, wtedy dopiero może być w pełni odbierana.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

About Zeen

Power your creative ideas with pixel-perfect design and cutting-edge technology. Create your beautiful website with Zeen now.

Więcej wpisów
fot.: Ally Laws, Pixabay
Grunge 4ever! 1991, 30 lat później.